26.04.2012

MONOLOCO patronuje naszej podróży!!!

Jest nam niezmiernie miło poinformować Was, że portal podróżniczy MONOLOCO postanowił objąć patronatem medialnym naszą podróż. 

 

www.monoloco.pl
Ruszamy za dwa dni i w związku z tym kilka kwestii organizacyjnych:
  • Na czas podróży zawieszamy aktualizowanie bloga (nasze wrażenia i pojedyncze fotki będą zamieszczane na naszej fejsbukowej stronie), a kilka relacji z najciekawszych miejsc pojawi się także na stronach MONOLOCO
  • Na wszystkie maile kierowane do nas na zawszewdrodze@gmail.com oraz na komentarze zamieszczane na blogu, odpowiemy po powrocie do kraju.
Pozdrawiamy i do zobaczenia!
Magda i Tomek

25.04.2012

Książka z drogą w tytule XIV

Michael Palin

W 80 dni dookoła świata


Insignis 2008

Książka, która dla mnie okazała się być jednym wielkim rozczarowaniem. Trudno znaleźć mi jakiekolwiek mocne jej strony. Jeden z członków grupy Monty Pythona postanawia odbyć podróż w stylu Fogga. Czego się spodziewałam? Ciekawych spostrzeżeń, ironii, humoru, akcji. Co dostałam? Jedną z najnudniejszych książek podróżniczych jakie czytałam w życiu. Przez ponad 300 stron Michael Palin jest ciągle zmęczony, ciągle zestresowany, że nie zdąży na kolejny środek transportu. Generalnie jest w nim tyle z podróżnika co w paczce przekazywanej z rąk do rąk, biernej, bezrefleksyjnej. Całą "brudną robotę" odwala za niego ekipa telewizyjna, która towarzyszy mu w trasie. Przeżywa tę 80dniową podróż, jakby dokonał zimowego wejścia na K2. Orient Express, obiady w saloniku, u kapitana na statku, pociągiem przez Stany Zjednoczone, Co było do jedzenia, co czytał, jak się czuł, czy było czysto, kto ile wypił. Jakby powiedział Dr House: Booooring!

19.04.2012

Ceny mieszkań i domów w Stanach Zjednoczonych, w południowej Kalifornii

Zgodnie z wczorajszą obietnicą, dziś słów kilka o cenach nieruchomości. Pisałam już, że za wynajęcie M3 w domu wielorodzinnym płacimy miesięcznie 1250$, razem z rachunkami 1500$. Biorąc pod uwagą ceny mieszkań, jeśli ktoś planuje osiedlić się tu na stałe, bardziej opłaca się kupić mieszkanie, niż wynajmować, bo raty kredytu będą zbliżone do cen najmu.
Krótki słowniczek.
Wielkość mieszkań podawana jest w stopach kw., czyli Sq.Ft. szybki przelicznik 100 stóp kw. to niecałe 10m2
Rozkład pokoi w Stanach podaje się inaczej niż w Polsce. Nasza kawalerka (M2) to tutaj tzw studio, czyli salon z łazienką, bez sypialni, określany zgodnie z oznaczeniami stosowanymi na poniższych zdjęciach jako 0/1, czyli 0 sypialni, 1 łazienka.
Nasze M3 byłoby tu określone jako 1/1 czyli salon z 1 sypialnią i 1 łazienką. I tak dalej.
Prawie zawsze jest tak, że każda sypialnia ma swoją łazienkę.
BR czyli bedroom czyli sypialnia
BA czyli bathroom czyli łazienka
Kurs $ na marzec 2012 to mniej więcej 3,2zł.
DOM czyli days on market, czyli po ilu dniach nieruchomość znalazła nabywcę. 


Mieszkania przedstawione na tej ulotce (dostajemy taką informacyjną ulotkę do skrzynki pocztowej raz na kwartał) to mieszkania w domach wielorodzinnych. Takie rozbudowane szeregowce, jedna rodzina na parterze, druga na pięterku. Czasem tych pięter jest więcej, przy adresie istnieje informacja o tym, na którym piętrze znajduje się mieszkanie. Lwr, czyli lower czyli parter. Upper, czyli na piętrze. With loft czyli z niewielkim pomieszczeniem do zagospodarowania, do którego wchodzi się po schodkach z właściwej części mieszkania. W takim właśnie my mieszkamy.
Czyli pierwszą pozycję na liście (nota bene najtańszą) odczytujemy:
M3 + z poddaszem mieszkalnym o wielkości 80m2  po 4 dniach od wystawienia na sprzedaż zostało sprzedane za nieco ponad pół miliona PLN (512tys zł). To jest dokładnie takie mieszkanie jak nasze, którego koszt wynajmu bez rachunków wynosi 4000zł/m-c. Z tego co wiem, to w innych Stanach ceny nieruchomości bywają znacznie niższe.
Miłej lektury i owocnych zakupów:)

Część porad praktycznych dotycząca kosztów jedzenia znajduje się tu. A tu pisaliśmy o kosztach samochodów i ich utrzymania. O tym jak skalkulować koszty podróży po USA pisaliśmy natomiast tutaj. A dokładny koszt produktów spożywczych tutaj. O tym czy życie w Kalifornii jest drogie pisaliśmy tutaj. A jak wygląda procedura zdawania na prawo jazdy jest tutaj.
Cały zestaw postów nie-turystycznych otrzymacie klikając na tag "porady praktyczne" (zestaw tagów znajduje się pod każdym postem).



Pomieszczenie szumnie zwane loftem:)

Tak wyglądają domy określane na ulotce jako Lake Condos


18.04.2012

Koszty życia w USA. Ceny jedzenia w Stanach Zjednoczonych. Czyli nie samym chlebem człowiek żyje- uzupełnienie

W odpowiedzi na wiele próśb i komentarzy zamieszczam uzupełniający wpis dotyczący kosztów życia w Stanach, a dokładniej w Kalifornii, bo nie potrafię (jeszcze) powiedzieć, czy na wschodnim wybrzeżu sprawy mają się podobnie. Nie zapominajmy, że US to przeogromny kraj, każdy Stan to jakby oddzielne państwo z oddzielnym prawem podatkowym, więc ceny także się wahają.

Żeby nie być gołosłowną i raz na zawsze rozstrzygnąć dylemat wielu Czytelników, czy jest tu drogo czy tanio, postanowiłam pokazać naszą zawartość koszyków i podać dokładnie co i ile kosztuje. 

W pierwszym tygodniu zrobiliśmy nasze zwykłe zakupy w markecie Food4Less. Jest to najtańszy sklep, jaki udało nam się znaleźć. Znajomi Tomka z pracy twierdzą, że zaopatrują się w nim bezdomni... Z naszych obserwacji wynika jednak, że są to głównie Latynosi. No i my:) Myślę, że jest ten sklep postrzegany tutaj tak, jak przez niektórych Biedronka (patrz prezes K.:) 

W drugim tygodniu poszliśmy do lepszego sklepu, delikatesów Trader's Joe. O ile w F4L kupujemy głównie warzywa i owoce, u Joe'go zaopatrujemy się w sosy, jogurty (mają takie bez żelatyny) i produkty dla wegetarian (mają fenomenalny wybór). Za każdym razem zakupy kosztowały nas nieco ponad 80$. Zawsze staramy się wybierać najtańsze produkty w danej kategorii oraz rzeczy w promocji. Z pierwszego sklepu wynieśliśmy wózek pełen zakupów, z drugiego 3 torebki. No to lecimy:


Sklep "lepszy":
- płatki śniadaniowe z orzechami 450g 3$
- wino różowe White Zinfandel:) 2$
- czekoladki (upominek, więc takie lepsze:) 5$
- 12 jaj XL 1.5$
- łosoś 10dag 5$
- ogórki konserwowe 2,3$
- dżemor truskawkowy 3$
- sos alfredo, słoiczek 3$
- paczka herbaty earl grey 2$
- mały kawałek wędzonego sera gouda 3,5$
- mała wędzona mozzarella 3$
- sos pesto, mały słoiczek 2,5$
- cytryna 1 sztuka 0,4$
- mrożone kotlety z łososia 4 szt 6$
- makaron jajeczny, taki bardziej wyszukany, 200g 2$
- jogurt, najtańszy, owocowy, mały 0,8$
- 2 sztuki tofu burgerów 2,7$
- puszka tuńczyka 1,7$
- ziemniaki 1kg 2$
- makaron 450g 1$
- soja a la kurczak 3$
- parówki sojowe 8szt 3$
- jabłko 1 szt 0,6$
- banan 1 szt 0,2$

3 niepełne torebki, koszt 80$

Tyle możemy kupić w Kalifornii za 260zł.

Sklep "gorszy"
- pęczek natki pietruszki 1$
- cytryna 0,25$
- papryka zielona 1 szt 0,5$
- kalafior 1 szt 1,4$
- pomidory 1kg 3$
- truskawki 1kg 5$
- ziemniaki 1kg 2$
- długie ogórki 1 szt 0,25$
- jogurt pitny 1$
- ananas 1szt 1,5$
- chleb tostowy 2,5$
- puszki mandarynki, groszek, kukurydza, ciecierzyca, wszystko po mniej więc 1$
- pieczarki 1kg 6$
- zupki chińskie 0,2$ sztuka
- paczka makaronu 450g 1,5$
- gin Gordons 15$
- gazowane napoje 2l 1$ przy zakupie 10szt.
- lody 1,5l 3$
- szarlotka, przeceniona na 2$, normalnie kosztuje 5$
- śmietana 200ml 1,5$
- spora kulka mozzarelli 3,5$
- sery żółte pół kg za 3,5$
- jaja 12szt L 2$
- sok pomarańczowy 2l 3,5$
- mleko duże 2$
- paczka chusteczek, gumki do włosów, folia aluminiowa wszystko po ok 2$
- farba do włosów, w promocji 5$, normalnie 8-10$
- szalotki 1kg 4$

Za te rzeczy także zapłaciliśmy 80$ w najtańszym sklepie jaki udało nam się znaleźć wciągu tych kilkunastu miesięcy.

No dooobra. Obnażyłam przed Wami nasze koszyki, rozpisałam się jak nigdy i mam nadzieję, że utnę tym wszelkie dyskusje dotyczące cen zakupów. Tanio, drogo, rzecz względna. Sami sobie oceńcie. Poniżej jeszcze kilka uzupełnień nie-supermarketowych. W temacie cen to jest definitywny koniec! Nie będę odpisywała na maile typu ile kosztuje pomidor albo masło (4$). Mam dość:)

O rachunkach za mieszkanie pisałam już tutaj. A o jedzeniu tutaj. A o tym jak skalkulować koszty podróży tutaj. O kosztach eksploatacji samochodu więcej jest tutaj.  Benzyna jest tańsza niż w Polsce, a jej ceny bardzo się wahają, czasem płaciliśmy 3.6$ za galon, takiej najtańszej benzyny, teraz ceny skoczyły nawet do 4,5$. Ale nie ma co się zbytnio podniecać, że to tanio, bo jeździ się znacznie więcej niż w kraju, odległości są olbrzymie. Miesięcznie przepalamy 200-300$

Co do ubrań, wybór jest przeogromny. Ceny w sieciówkach takich jak H&M czy Zara są takie jak w Polsce, ale jest tu też wiele olbrzymich centrów wyprzedażowych, gdzie można wyhaczyć dobre okazje, szczególnie te lepszych marek. Conversy, Levi'sy są tańsze. Jak się dobrze poszuka to w outletach można znaleźć prawdziwe cuda marek z najwyższej półki jak CK, CH, DG. Jest sporo ładnych, tanich ubrań, szczególnie dla małych dzieci w supermarketach takich jak Target. W ulicznych sklepikach, w downtown LA, można tanio kupić ubrania, jakieś chińskie t-shirty po 10-15$ za 5 sztuk. Chińska tandeta, ale jeśli jest się w długiej podróży i potrzeba świeżych ubrań, jest to zawsze jakaś opcja.

Tańsze są płyty CD, bo tu tylko pasjonaci kupują płyty, muzykę głównie ściąga się z iTunes, ok 1$ za kawałek. Jest to także raj dla muzyków. Cały sprzęt muzyczny jest znacznie tańszy.

Jeśli chodzi o kosmetyki, to popularne, tańsze marki, takie jak L'oreal, Garnier, Dove, Nivea są w cenach zbliżonych do polskich. Ale niektóre marki niszowe, w Polsce sprzedawane w Sephorze czy Douglasie, tu są bardzo popularne i sprzedawane na zwykłych stoiskach kosmetycznych w supermarketach. Ich ceny są dużo niższe niż w Pl.

Lekarstwa bez recepty, czyli różne syropki, tabletki przeciwbólowe, kosztują trochę więcej niż w kraju, ale są też ich tańsze odpowiedniki, wychodzi na to samo. Poza tym jest ich przeogromny wybór.

Duża pizza z serem 10-15$
Kawa w Starbucksie, duża 5$.
Duża kanapka tzw footlong 5-8$

KONIEC.
PS. Cały zestaw postów nie-turystycznych otrzymacie klikając na tag "porady praktyczne" (zestaw tagów znajduje się pod każdym postem).


UWAGA
Aktualizacja na 2014 rok:
http://www.not-bornintheusa.com/2014/08/ceny-w-kalifornii-w-stanach.html

13.04.2012

Książka z drogą w tytule XV

fot. www.nokaut.pl

Tiziano Terzani

Powiedział mi wróżbita

Zysk i S-ka 2008

Tomi kupił tę książkę 2 lata temu. Byłam jej strasznie ciekawa i łapczywie wzięłam się za czytanie. I jakoś między nami nie zaskoczyło. Przeczytałam 2 może 3 rozdziały i odłożyłam na półkę. Stała tam z zatkniętą na samym początku zakładką, a ja omijałam ją wzrokiem, bo nie lubię nie kończyć książek. Zabrałam ją więc z nami do Stanów z nadzieją, że przymuszona ograniczonymi zasobami, sięgnę po nią ponownie. Tak też się stało kilka dni temu. Pokonywałam gładko kolejne strony, rozdziały, i nie mogłam pojąć, nadal nie mogę, co takiego się stało, że tym razem ta książka zdaje mi się być genialną, jedną z najlepszych jakie czytałam od dawna. Tiziano Terzani to florencki dziennikarz, który postanowił spędzić swoje życie w Azji. Sceptyczny, rzeczowy reporter, pewnego razu usłyszał przepowiednię, że w '93 roku nie powinien latać. Podśmiewując się  w duchu z samego siebie zdecydował, że tak właśnie zrobi. Przez rok będzie się przemieszczał pociągami, statkami, samochodami- ale nie samolotem. Podróżując zawodowo po krajach Azji, w każdym miejscu udawał się do najsławniejszych wróżbitów, próbując zweryfikować ich umiejętności, przekonać samego siebie, że ludzki umysł nie może wykroczyć poza pewne granice. Przez ten rok dokonywała się w nim stopniowa zmiana, mająca mniej wspólnego z wiarą w nadprzyrodzone zdolności, a bardziej z ponownym rozsmakowaniem się, z odkrywaniem na nowo uroku powolnego pokonywania przestrzeni. Jego autentyczna historia, choć bez wątpienia fascynująca, nie jest dla mnie najmocniejszym elementem książki. Tiziano Terzani pomógł mi poukładać własne myśli, utwierdził mnie w moich poglądach na świat, postęp, cywilizację. Z każdą kolejną stroną miałam wrażenie, że kolejne elementy układanki dopasowują się w mojej głowie. Obraz, który się wyłonił, nie napawał optymizmem ani nadzieją, ale dawał poczucie lepszego zrozumienia świata. Gorąco polecam.

11.04.2012

Fender Museum

W Inland Empire znajduje się jedna z kilku na świecie fabryk Fendera. A nieopodal niej także muzeum tej jednej z najsławniejszych na świecie firm produkujących kultowe gitary i wzmacniacze.
Za eksponaty robią tu pamiątki podarowane przez muzyków grających na Fenderach
Obok gitar także pokaźna kolekcja kostek. Czyich? Santany, Briana Maya. Angusa Younga, Van Halena, Hendrixa, Jeffa Becka, Jimmy Pagea, Slasha...
Akurat załapaliśmy się na wystawę poświęconą J. Cashowi. Tu rękopis cudownego kawałka I Walk the Line

Imponująca kolekcja Johnny'ego Cash'a


Wypatrzyłam też rękopis mojego ulubionego kawałka Dramaramy "Anything, anything"

A tu wg mnie najciekawszy "eksponat". Leworęczny Kurt Cobain, grywał najchętniej na dwóch modelach Fendera: Mustangu i Jaguarze. Pewnego dnia obmyślił sobie swój własny model gitary idealnej łączącej cechy obu modeli. Narysował go na tekturze, starannie złożył i wysłał w kopercie do fabryki. Tam wg jego wskazówek powstał Fender Jagstang

Wskazówki dotyczące budowy Jagstanga.
Muzeum to prawdziwy rarytas dla fanów rocka, a dla muzyków w szczególności. Kawał historii.Trudno o bardziej trafne słowo niż "kultowy".
Od Tomiego: Muzeum znajduje się w Coronie, w Californii (Adres i godziny otwarcia, oraz kupon "buy one get one free admission" można znaleźć tu . Kupon, mimo iż ma datę ważności do czerwca 2011, nadal jest przyjmowany. Wstęp kosztuje $10 dla osoby dorosłej). Warto sprawdzić wcześniej, czy muzeum jest czynne (zamknięte jest np w niedziele). Niestety w weekend zamknięta jest też największa atrakcja dla miłośników Fendera, czyli fabryka i nowo otwarte Fender Visitor Center. W dni powszednie, prócz środy, o godzinie 10 i 11:30 można uczestniczyć w factory tour, organizowanej przez visitor center. Wycieczka trwa ok godziny i przeprowadza gości przez proces produkcji gitar. 

03.04.2012

La Jolla znaczy klejnot

Nasz czas w południowej Kalifornii dobiega końca. Właściwie widzieliśmy już wszystko, co chcieliśmy zobaczyć. Zostało dosłownie kilka miejsc, kilka wycieczek, które odkładaliśmy na ostatnią chwilę. Bardzo chciałam raz jeszcze odwiedzić Salton Sea i Joshua Tree National Park, ale niestety popsuło się nam nasze autko i dość długo wahaliśmy się, naprawiać je czy sprzedawać. I tak minął marzec, a liczba wolnych dni skurczyła się do zaledwie kilku. Rzut oka na ceny benzyny utwierdził nas w przekonaniu, że czas na zmianę pojazdu. Tak, tak, nie tylko w Pl paliwo drożeje. W ciągu kilku miesięcy cena najtańszej benzyny podskoczyła u nas z 3,7 do 4,4$ za galon. Wzięliśmy więc przykład z Kalifornijczyków, którzy przesiedli się ze swoich pickupów do elektrycznych samochodów i zgodnie z zasadą go green zakupiliśmy hybrydę. W pierwszą dłuższą trasę wybraliśmy się pod San Diego. La Jolla (czyt. la hoja) to niewielka miejscowość słynąca z pięknego nabrzeża, usianego jaskiniami wymytymi w tutejszych klifach. Kiedy ocean jest spokojny, można wynająć sobie kajak, popływać pomiędzy skałami, od strony wody obserwować tutejszą faunę. A jest na co popatrzeć. Jedyny mankament całej wycieczki: gdy wiatr zmienia kierunek i zaczyna zawiewać od morza, atmosfera robi się gęsta. Przedstawione na poniższych zdjęciach zwierzęta delikatnie mówiąc nie pachną fiołkami. Ze sklepiku noszącego znamienną nazwę Cave Store można zejść tunelem, po 100 śliskich stopniach, do jednej z jaskiń. "Atrakcja" ta kosztuje 4$ od osoby, naszym zdaniem nie warto.






Wspomniane jaskinie, z których słynie La Jolla

Na koniec ciekawostka. Ilekroć jechaliśmy do san Diego, mijaliśmy wznoszącą się nad autostradą świątynię, wyjątkowo mocno odcinającą się od architektury sakralnej południowej Kalifornii. Tym razem podjechaliśmy do niej. Biała bryła wyglądająca jak zamek królowej śniegu to mormońska świątynia. Niestety nie udało nam się wejść i zobaczyć jak wygląda w środku, bo brama była zamknięta na cztery spusty. Ale musicie przyznać, że prezentuje się imponująco.

01.04.2012

Książka z drogą w tytule XIII

Bear Grylls
Szkoła przetrwania
Kultowy poradnik survivalowy.
Pascal, 2010

No nie! Wiecie, że Discovery ostatnio wywaliło Bear'a z pracy!!?? Jak tak można? Dla mnie uosobienie "prawdziwego mężczyzny", który niczego i nikogo się nie boi. I jak mu ślicznie, kiedy tak brnie przez las umazany błotem... No tak, rozmarzyłam się, a miało być o książce. Ja także brnęłam mozolnie przez kolejne strony, obmyślając jaki kąśliwy wpis poczynię, bo... Poradnik totalnie mnie rozczarował:( Zupełnie nie tego oczekiwałam. Poza rozdziałem o rozpalaniu ogniska (z czym zawsze- wstyd przyznać- mamy problem) właściwie nic z niej nie wyniosłam dla siebie. Zamiast "poradnik survivalowy" lepszy byłby tytuł "Gry i zabawy dla zuchów i harcerzy". Baaardzo Was proszę, kiedy biwakuję, to naprawdę ostatnią rzeczą o jakiej myślę, jest przygotowanie dwóch oddzielnych profesjonalnych toalet (na mniejszą i większą potrzebę) tudzież skonstruowanie umywalki. Większą wiedzę survivalową zdobyłam uważnie studiując tabliczki ostrzegawcze w amerykańskich parkach narodowych. I te wszystkie odwołania do Boga i zupełnie niezabawne i nic niewnoszące historyjki z jego życia żołnierskiego. Słabe to. Z niepokojem zbliżałam się do końca książki i rozdziału "odżywianie". Wiedząc co Bear zwykł jadać w swoich programach i jak to jedzenie zdobywał, liczyłam się z tym, że jako wegetarianka, będę zbulwersowana. I wtedy stało się. Zapomniałam o poprzednich 200 rozczarowujących stronach, gdyż Autor okazał się być propagatorem diety wegańskiej! Zaleca wystrzeganie się mięsa, a przerzucenie na owsiankę i warzywa:) Tym mnie kupił:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com