30.11.2016

Książka z drogą w tytule: Przez stany popświadomości

Przez stany POPświadomości

Jakub Ćwiek, Patryk Jurek, Radek Teklak, Bartosz Czartoryski, Kreska_

Wydawnictwo SQN 2016

Ci z Was, którzy śledzą naszego bloga i fejsbukowy profil Zawsze w drodze, wiedzą, że jesteśmy wielkimi fanami popkultury. Kiedy więc trafiła w moje ręce książka drogi, „Przez stany POPświadomości”, opisująca przygody grupy przyjaciół, poszukujących na wschodnim wybrzeżu miejsc, związanych z najważniejszymi dla nich odniesieniami do kultury popularnej, aż zatarłam ręce z radości. Bo podobnie jak oni, I want to believe... Obiema rękami podpiszę się pod deklaracją Kuby, który, opowiadając o swojej miłości do popu, chce zachęcić ludzi, żeby przestali się go wstydzić. 


A teraz kilka słów, o czym dokładnie jest ta książka. Grupa przyjaciół, wśród nich pisarz Jakub Ćwiek (wraz z tatą), dziennikarz Bartek Czartoryski, reżyser Patryk Jurek, bloger Radek Teklak i fotografka Agata "kreska_" Krajewska wynajmują RV, zwane przez nich pieszczotliwie Szato, i ruszają drogą, plus/minus wzdłuż wschodniego wybrzeża USA. Plan trasy był ułożony przez wspomnienia, wyobrażenia i dawne emocje tych kilku osób, stłoczonych przez 3 tygodnie w domku na kółkach. Ekipa dotarła do wielu działających na moją wyobraźnię miejsc. Kilka z ich doświadczeń mam już wprawdzie za sobą, jak wbieganie w Filadelfii po schodach, z odtwarzanym w głowie soundtrackiem z filmu Rocky, miasteczko Salem czy nowoorleańskie cmentarze. Kilku miejsc im niesamowicie zazdroszczę, jak odwiedzin w biurze Stephena Kinga, wizyty u Clerksów czy pobytu w Senoia, mieście, w którym kręcą moją ostatnią wielką serialową miłość, czyli Żywe Trupy. Z drugiej strony część opowieści zupełnie nie trafiała w moje popkulturowe gusta (np. serial Banshee jest mi kompletnie nie znany, jak również – nie gniewajcie się – nigdy wcześniej nie słyszałam o studiu Troma i ich dokonaniach w postaci Surfujących nazistów czy Toksycznym mścicielu. Posypuję głowę popiołem).

Moje osobiste odczucie jest takie, że wolałabym, aby w tej książce było więcej historii, więcej nawiązań do tytułowej popświadomości, a nieco mniej o wzajemnych relacjach między członkami ekipy. Zgadzam się z Autorem, że czasem materia do pisania była niewdzięczna, bo fajne miejsce, świetnie być, świetnie zobaczyć... Ale historia do książki?  Żadna. Ale zapełnianie dziur mało porywającymi anegdotami z życia codziennego ekipy, wg mnie nie wyszło książce na dobre. 
Bardzo podobały mi się merytoryczne mini rozdziały pisane przez Bartka Czartoryskiego. Na ich podstawie dodałam kilka pozycji do swojej filmowej listy „must see”. 
Niesamowicie mocną stroną książki są świetne fotografie Agaty Krajewskiej. 
Mojemu Mężowi najbardziej podobała się druga część książki, napisana przez Radka Teklaka. I ja również, choć momentami przeszkadzał mi zbyt potoczny język, w jakim Autor pisał, także miałam z tego fragmentu książki dużo przyjemności. Bo czuć było, w jego opisach, czystą radość z bycia i doświadczania Ameryki. Nie tylko z miejsc kultowych. W tej części znajdziecie mnóstwo bardzo celnych obserwacji i wniosków, do wyciągnięcia których my potrzebowaliśmy znacznie więcej czasu, niż 3 tygodnie. Respect. Wiele razy czytając teksty (książki, blogi, artykuły) o Stanach, napisane na podstawie kilkutygodniowego pobytu, zgrzytałam zębami, na temat „mądrości” serwowanych przez autorów. Tym razem było inaczej. Radek Teklak zdecydowanie „czuje” Amerykę.


Podsumowując. Jeśli jesteście fanami popkultury, albo dopiero stawiacie swoje pierwsze kroki pośród jej cudownych tworów, docenicie inwencję i wysiłek włożony przy tworzeniu tej książki. Będzie to też idealny poradnik dla tych, którzy sami planują wybrać się w podobną trasę. Znajdą w Stanach POPświadomości wiele cennych rad praktycznych. Natomiast jeśli (piszę to bez cienia ironii) kręci was jedynie kino niszowe, czekacie z niecierpliwością na kolejną edycję Sundance Film Festival, z Kinga czytaliście (lub oglądaliście) tylko Skazanych  na Shawshank, a słysząc taki tytuł jak Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów uśmiechacie się z politowaniem, to obawiam się, że będzie Wam ciężko przebrnąć przez tych 400 stron. 
Bo jest to podróż przez wspomnienia, wyobrażenia i dawne emocje ludzi, którzy nasiąknęli popkulturą i dla takich właśnie, ta lektura będzie prawdziwą frajdą. Count me in.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com