17.03.2016

Watts Towers w Los Angeles. Simon Rodia - wizjoner czy szaleniec?

Antonio Gaudi (1852–1926), twórca obłędnej Sagrada Familia, uważał, że linie proste należą do człowieka, a linie kręte, spirale, przynależne są boskiemu światu. Ta zasada stała się znakiem rozpoznawczym tworzonej przez niego architektury. I nie ma co ukrywać, nie znajdowała wielkiego poklasku i zbyt wielu naśladowców. Ale uwaga, uwaga. My, tu w Los Angeles, mieliśmy swojego osiedlowego Gaudiego/Nikifora! Zawsze mówiłam, że w Stanach jest wszystko. Jak ktoś nie wierzy, zapraszam do Vegas (piramida, Wieża Eiffla, wulkan wybuchający co godzinę, kilku Elvisów...) 

Wracając do "naszego" Gaudiego. Nazywał się Simon Rodia (1879-1965) i nawet nie jest do końca pewne, czy świadomie wzorował się na Gaudim, czy w ogóle znał jego dokonania. Ale zacznijmy od początku.

Simon Rodia, podążając śladami starszego brata, wyemigrował z Włoch do Stanów na przełomie XIX i XX wieku. Niewiele wiadomo o początkach jego życia w USA. Mieszkał najpierw w Pensylwanii, później w Seattle, by w końcu osiąść w Kalifornii. Pracował głównie na budowach. Nie wiadomo od jak dawna w jego głowie kiełkowała myśl, żeby wybudować coś niezwykłego. W 1921 roku, mając 42 lata (kryzys wieku średniego?), Simon nabył trójkątny skrawek ziemi w Los Angeles i rozpoczął tworzenie dzieła swojego życia.
Jak sam później powie: "Chciałem wybudować coś dużego i to zrobiłem". 
How simple is that?


Watts Towers (określane tak od dzielnicy, w której się znajdują) lub jak nazwał je Rodia "Nuestro Pueblo - Our City", to 17 rzeźb-instalacji, połączonych razem, z których na plan pierwszy wysuwają się 3 wysokie wieże. Największa z nich ma 30 metrów wysokości i jest najwyższą tego typu konstrukcją na świecie. Artysta zbudował je z prętów zbrojeniowych obudowanych siatką i betonem. Całość ozdabiał tym, co mu wpadło w ręce, co przynosiły do niego dzieci mieszkające w okolicy: kawałkami lusterek, potłuczonej ceramiki i butelek, muszelkami, kapslami... 


Działka, na której stoją wieże, położona jest tuż przy torach kolejowych. To wzdłuż nich wędrował Rodia, czasem pokonując pieszo nawet 30 km, w poszukiwaniu materiału do konstrukcji rzeźb. W swojej pracy nie wykorzystywał żadnych profesjonalnych narzędzi czy sprzętu. Na zachowanych zdjęciach widać szczupłego, krzepkiego 70-latka, który bez żadnego zabezpieczenia wspina się po wieżach, wciąż ulepszając swoje dzieło.

source: www.wattstowers.us

Po 33 latach pracy twórczej, w wieku 75 lat (rok 1955), Simon Rodia, zmęczony ciągłą walką z urzędami i wandalami, oddał działkę jednemu z sąsiadów i wyprowadził się do kalifornijskiego Martinez, do swojej siostry, gdzie spędził ostatnie 10 lat swojego życia. Nigdy już nie odwiedził Watts.


Nuestro Pueblo w tym czasie było już dość sławne, wiele osób przyjeżdżało do Watts by je oglądać. Mimo to miasto nie ustawało w wysiłkach, by doprowadzić do jego rozbiórki. Kilka lat po wyjeździe Rodii, utworzyła się grupa złożona z artystów, aktywistów, filmowców i naukowców, która odkupiła trójkątną działkę i rozpoczęła negocjacje z miastem. Stanęło na tym, że stalowe wieże miały zostać poddane próbom wytrzymałościowym, mającym udowodnić, czy stanowią zagrożenie dla otoczenia. Do wież przywiązano stalowe liny, które zostały naprężone przez dźwig z siłą 4500 kg. Ani drgnęły, choć są osadzone w ziemi na jedynie 60 cm!!! Od tego czasu trafiły do podręczników architektury i zmieniły sposób, w jaki niektóre konstrukcje są projektowane, w celu zapewnienia większej stabilności.

Fragment filmu dokumentalnego o Rodii i jego dziele.

Watts Towers (Nuestro Pueblo) przebyły długą drogę, od czasu gdy uważano je za grożący katastrofą wybryk nieszkodliwego, lokalnego szaleńca, aż po włączenie ich w 1990 do list National Register of Historic Places, National Historic Landmark i California Historical Landmark. Jak powiedział Simon Rodia: "I build the tower people like, everybody come."


I jeszcze na koniec taka ciekawostka. Simon Rodia znalazł się, wśród wielu innych znamienitych osób, na okładce albumu grupy The Beattles Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band. Górny rząd, po prawej stronie, na lewo od Dylana:)

Adres:
1727-1765 East 107th Street Los Angeles
http://www.wattstowers.us/

Jeśli interesuja was inne przykłądy sztuki naiwnej/szalonego folkloru w Kalifornii, to koniecznie zerknijcie do naszego postu o Salvation Mountain!


3 komentarze:

  1. Świetnie, że o tym piszecie. Ja poniekąd zareklamowałam Watts Towers pośród polskich znajomych - ani jeden nie miał pojęcia o ich istnieniu!
    Pamiętam, jak pierwszy raz wybrałam się na spontaniczną podróż po mieście i zaszłam właśnie tam.
    Gdy myślę o mniej znanych miejscach w regionie, przypomina mi się plaża z oszlifowanymi odłamkami szkła w Fort Bragg. Pokazywaliście ją może na blogu? Jej atrakcyjność będzie znikać wraz z ubywającymi szklanymi kamyczkami, ale w dobrym oświetleniu i z pomysłem na zdjęcia wciąż można jeszcze się nią zauroczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe miejsce, byliśmy tam kilka lat temu, o tu o tym pisaliśmy:
      http://www.not-bornintheusa.com/2012/08/glass-beach-mackerricher-state-park.html
      Jeśli wpadnie Ci do głowy jeszcze jakaś regionalna perełka, to daj koniecznie znać!

      Usuń
    2. Dzięki za link.
      Przy okazji Obscura Day są prezentowane ciekawe lokalizacje - też oczywiście w Cali (atlas obscura dot com /obscuraday2016)
      Gdybyście na coś przypadkiem wpadli, mam nadzieję na post :D

      Usuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com