19.01.2016

Co mnie wkurza w Kalifornii

Ok, ok. Wiem co pewnie zaraz pojawi się w komentarzach. Że wydziwiamy, że jak nam nie pasuje, to powinniśmy wrócić do Polski i wtedy zobaczymy, jak jest! W Polsce to dopiero jest na co narzekać! Otóż kocham Kalifornię całym swoim sercem, nie zmienia to faktu, że nawet w tym absolutnie cudownym do życia miejscu można znaleźć pewne mankamenty. Po konsultacji z naszymi znajomymi, polskimi expatami, udało nam się z trudem ułożyć listę 10 kalifornijskich grzechów głównych. No to zaczynamy!


source: www.tumblr.com

1. Absolutnie na szczycie tej listy muszą znaleźć się koszty życia, szczególnie koszty wynajmu mieszkania w południowej Kalifornii. Drożej będzie tylko w Nowym Jorku, ewentualnie w stołecznym DC. Niestety poziom kosztów utrzymania nie przekłada się na różnice w płacach. Narzekamy na to nie tylko my, ale także Amerykanie, którzy skuszeni tutejszym stylem życia postanowili przenieść się do południowej Kalifornii np. z Filadelfii. Jeśli chcecie wynająć przyjemne 2 pokoje w nienajgorszej lokalizacji (salon połączony z kuchnią i sypialnię, bez luksusów) musicie liczyć się z kosztem $1500. Zdrowa żywność = droga żywność. Wielkie cynamonowe bułeczki, burgery w fast foodach, burrito i tacosy w meksykańskich barach, cola i inne słodkie napoje, chipsy... Jeśli gustujecie w takim jedzeniu, wyżywicie się tu za pół darmo. Ale już buraczki... (ceny podam w przeliczeniu na złotówki, bo mam wrażenie, czytając niektóre komentarze, że część osób utknęła w czasach, gdy dolar był po 2,20. Dziś kurs oscyluje koło 4 PLN) Tak więc kilogram najtańszych jabłek 8 zł, 12 jajek z chowu wolnoklatkowego 20 zł, jogurt w promocji 4 zł (bez promocji 6zł), dobry chleb z prawdziwej piekarni 20 zł, jedna czerwona papryka 6 zł, 200 g. żółtego sera w plasterkach (zwykłego, najpopularniejszej marki Kraft) 15 zł, opakowanie rukoli czy szpinaku 16 zł. Itd, itp. Produkty organiczne jeszcze o jakieś 25% drożej. Płaca minimalna to $10/godz, co daje $1650 brutto --> ok. $1100 netto.

2. Traffic. Los Angeles co roku znajduje się w czołówce, jeśli nie na szczycie, listy najbardziej zakorkowanych miast na świecie. W godzinach szczytu na naszych pięknych, ośmiopasmowych autostradach, samochody praktycznie stoją w miejscu. Tomek wychodzi do pracy prawie godzinę wcześniej, dłużej też zostaje, po to tylko, żeby ominąć najgorsze korki. Ostatnio zaspał i wpadł na taki traffic, że nie był w stanie przedostać się do swojego zjazdu na autostradzie i musiał pojechać dalej, szukając innej drogi. Nie można tego porównać z niczym, co widziałam w Europie. Jednym z ulubionych tematów rozmów są sposoby, jak ominąć najgorsze miejsca na autostradach (vide - punkt 3 - small talks). 


Tak to wygląda w praktyce. Ciągle narzekasz na korki w swoim mieście? ;) foto: http://fyeahcalifornia.com/

3. Small talks czyli gadka-szmatka i pier***enie o Szopenie w wersji amerykańskiej. No po prostu nie potrafię. Pani, która zwykle obsługuje mnie w sklepie, ZAWSZE znajdzie temat, żeby zagadać. - O! kupiłaś moje ulubione jogurty! - Ależ znalazłaś świetną promocję na te sery! - A do czego będziesz używać tej pietruszki? I to się dzieje na każdym kroku, każdy rodowity Amerykanin wysysa z mlekiem matki umiejętność zagadania i prowadzenia zgrabnej rozmowy na błahe tematy. Peszy mnie to do tego stopnia, że zmieniłam godziny chodzenia na siłownię, żeby nie wpadać już na pewnego pana, który zawsze chciał przez chwilę o czymś pogadać, co mnie niezmiennie wprawiało w zakłopotanie...


4. Służba zdrowia. Mamy w tym temacie naprawdę dużo do powiedzenia, bo w ostatnim roku mieliśmy wątpliwą przyjemność obskoczyć wielu lekarzy. Często była to droga przez mękę. Wiem, że niektórzy z Was myślą sobie teraz o fatalnej służbie zdrowia w Polsce. Zgoda. Na bezpłatne usługi czeka się w nieskończoność, ale zawsze można iść prywatnie do lekarza, który policzy sobie wprawdzie 120zł za wizytę, ale obsłuży was znakomicie. Otóż w Stanach nie ma opcji "bezpłatnie". Zawsze musisz wyłożyć coś od siebie, w naszym przypadku, a mamy świetne ubezpieczenie, płacimy $40 za każdą wizytę u specjalisty. 
Przykład? 
Po ponad 2 tygodniach bardzo wysokiej gorączki, z kaszlem takim, że płuca wypluć, dowlokłam się resztką sił do lekarza, który zalecił picie wody. Koniec zaleceń. True story! 
Jeszcze jeden przykład? 
Dentysta załatał mi ubytek w dolnej piątce. Jednak nie dopasował dobrze wypełnienia. Na mój komentarz, że jest mi niewygodnie, spiłował mi górny, zdrowy ząb, bo "tak będzie szybciej i łatwiej". 
Jeszcze jeden? 
Tomek miał tu przeprowadzoną operację kręgosłupa. Wycięto mu uwierający nerw fragment kręgu. Po godzinie od zakończenia operacji zaproszono mnie na salę pooperacyjną, gdzie pielęgniarka wkładała już Tomiemu buty na nogi. Mimo że nic nie kontaktował i ledwie trzymał się na nogach puściła go samego do łazienki (chociaż miał na ręce opaskę z napisem "ryzyko upadku"). następnie wpakowała mi go do samochodu, wręczyła receptę na leki przeciwbólowe i papa, radźcie sobie sami. Tomi tak był otumaniony narkozą, że nic nie pamięta z tego dnia, dla mnie to był jeden z najbardziej stresujących momentów w życiu. Byłam przerażona, że nie dam rady doprowadzić go po schodach do mieszkania, że upadnie, a ja go nie utrzymam... Horror. 
Jeszcze jeden przykład?
Najbardziej błahy i najbardziej krwawy. Skaleczyłam się lekko w palec u nogi i wdało mi się zakażenie. Nie mogłam sobie z nim poradzić domowymi sposobami, poszłam więc do lekarza. Ten stwierdził, że wytnie mi dużą część paznokcia. Przez 5 godzin nie mogłam zatamować krwawienia. Przez tydzień nie mogłam chodzić. Wyglądało to koszmarnie, bolało przeokropnie. Kosztowało - bagatela - $170. Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego rzeźnika! Nigdy nie zafundowałam sobie tak kosztownego pedicure:( A zakażenie wyleczyłam kremem z antybiotykiem, przysłanym przez mamę z Polski...
Myślę, że w ubiegłym roku na wizyty u lekarzy wydaliśmy już jakieś $2000 i uważam, że były to pieniądze totalnie wyrzucone w błoto.
Dodam jeszcze, że każda wizyta u lekarza to jest jakaś kosmiczna papierologia. Moja bliska koleżanka rodziła w Stanach dziecko. Z opieki medycznej była dla odmiany bardzo zadowolona, ale wypełnianie różnych papierków zatruło jej całą pierwszą poporodową dobę, kiedy zamiast odpoczywać i cieszyć się dzieckiem, musiała godzinami podpisywać kwity od kolejnych lekarzy...

5. Każdy jest miły, ale nikt nie potrafi rozwiązać twojego problemu. Taka sytuacja. Kiedyś leciałam do Azji, mój samolot się spóźnił, nie zdążyłam na przesiadkę, powiedziano mi, że muszę czekać 10 godzin na następny samolot, ale z rozkładu jasno wynikało, że za 2 godziny jest inny lot, który by mi pasował. Leciałam rosyjskim Aerofłotem. Pani z obsługi lotów miała minę "bez kija nie podchodź", ale zaryzykowałam. 
- Nie ma miejsc - odburknęła na moje pytanie, czy jakoś nie dałoby się wcisnąć do samolotu 3 podróżników z Polski. 
- No ale ja przecież wiem, że wy, Rosjanie, zawsze znajdziecie jakiś sposób, żeby załatwić każdą niemożliwą sprawę... powiedziałam robiąc minę kota ze Shreka. Chwilę później siedzieliśmy już w samolocie do Bangkoku. 
No więc w Stanach sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie. Każdy będzie dla Ciebie zabójczo miły, po czym odeśle do innej osoby, zasłoni przepisami, krótko mówiąc - odprawi z kwitkiem. Często sprzedawcy nie wywiązują się z umów. Np. kiedy zakładaliśmy internet obiecano nam dwie karty prezentowe na kilkadziesiąt dolarów. Tygodnie mijały, kart nie było. Kolejni konsultanci twierdzili, że taka oferta promocyjna w ogóle nie istniała. Tym razem my byliśmy górą, bo cała rozmowa odbywała się na czacie, mieliśmy czarno na białym potwierdzenie i karty w końcu dostaliśmy. Podobnych sytuacji mieliśmy kilka. Wrażenie niekompetencji nie jest tylko naszym odczuciem, żeby nie było, że jesteśmy jacyś pechowi. Takie same spostrzeżenia mają dwie zaprzyjaźnione pary z Polski. Każde call center, każdy urząd, droga przez mękę okraszona tysiącem uśmiechów...


source: juzzodiac.tumblr.com
6. Poprawność polityczna posunięta do granic absurdu. W biurze naszego osiedla pracują 3 tęgie murzynki, tfu, puszyste Afroamerykanki. I jedna biała, szczupła kobieta. Jedyna, z którą można cokolwiek ustalić sensownego. Kiedyś rozmawiam z naszą sąsiadką, o jakimś drobnym problemie w naszym mieszkaniu. Ona na to: słuchaj, to nie jest problem, idź do biura i pogadaj z... pauza... zapomniała, jak ta jedna, biała, chuda, ma na imię. No ale przecież nie powie do mnie "idź pogadaj z tą chudą" albo "porozmawiaj z tą białą" bo to oznaczałoby, że myśli o całej reszcie, że jest czarnoskóra (jest!) lub tęga (też jest!). Podpowiedziałam imię. Odetchnęła z ulgą. 
Jedna z tych puszystych jest bohaterką kolejnej anegdoty. Zauważyliśmy, że w naszym budynku zamieszkali ludzie z psem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w naszym budynku nie wolno mieć psów. Jeśli mogą inni to ja też chcę! Idziemy do biura zapytać, jak to możliwe, że ktoś z psem został jednak zakwaterowany. - Są pewne sytuacje, kiedy po okazaniu odpowiednich dokumentów, pies może być. - Ok, to jakie te dokumenty mają być? - Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo to naruszy prywatność mieszkańców. Ale ja nie pytam o konkretnych ludzi, pytam ogólnie! Nic z tego, tajemnica... 
Tomi ma dość cięty, ironiczny dowcip i każdego dnia zastanawiam się czy nie napyta sobie nim biedy, ale jak na razie wygląda na to, że jest odbierany jako powiew świeżości w dusznych oparach poprawności politycznej. 
Najbardziej absurdalnym przykładem poprawności politycznej, posuniętej do granic absurdu, było usunięcie z hallu Uniwersytetu w Irvine (na wniosek rady studentów) flagi USA, bo mogła ranić uczucia imigrantów...


7. Niska świadomość ekologiczna, marnotrawienie zasobów. Przykładów jest bez liku. Miały zniknąć jednorazowe torebki ze sklepów. Wciąż są. Ludzie biorą ich mnóstwo, prawie nikt nie ma swoich wielorazowych toreb, a i tak kupują worki na śmieci. Patrząc do śmietnika mam wrażenie, że jestem jedyną osobą na osiedlu, obok mojej polskiej koleżanki, która wykorzystuje jednorazowe torebki jako worki na śmieci i segreguje odpady. To prawda, jeździ u nas mnóstwo hybryd ale i tak wiele osób kupuje auta z olbrzymimi silnikami, istne potwory na benzynę. W knajpach wyrzuca się tony jedzenia. Porcje są olbrzymie, często ciężko jest zjeść wszystko. Zawsze można poprosić o opakowanie na wynos - często z tego korzystamy. Ale mnóstwo ludzi wywala po prostu jedzenie do kosza. Klimatyzacja chodzi u większości sąsiadów przez prawie cały rok. bo mało kto wpada na szalony pomysł, że w nocy wystarczy otworzyć okno, by wpuścić chłodne powietrze. Kiedyś w biurze naszego osiedla powiedziałam, że płacimy za prąd co miesiąc ok. $12. Wszyscy zrobili wielkie oczy, bo ponoć normą jest rachunek w okolicy stówki. 




8. Ok, teraz wyjdę na straszną, czepialską zołzę. Wkurza mnie ton głosu, sposób mówienia Kalifornijek. Te wszystkie ochy i achy, ta przerysowana modulacja, piszczenie, infantylizm, wplatanie "like", "sweet" i "I don't know" co drugi wyraz i - jak mawia Tomi - rzyganie tęczą. Masakra. Grupa zainfekowana - dziewczyny i kobiety w wieku 10-35. Żeby nie było, nie jestem sama. O irytującej manierze mówienia wspominała ostatnio Sylwia z bloga jaion.pl (pozdrawiamy:). Najgorsze, że zaczynam dostrzegać pierwsze objawy infekcji u siebie... 

9. Brak pralki w mieszkaniu. Na 20 miejsc, w których oglądaliśmy mieszkania do wynajęcia, może w 2-3 były przyłącza do pralek. W pozostałych communities, także w tej, w której ostatecznie zamieszkaliśmy, są zbiorcze pralnie dla mieszkańców. Pomijam już uciążliwość wychodzenia z domu z torbą brudów w jednej ręce i detergentami w drugiej. Pomijam koszt - jedno pranie, w najkrótszym cyklu (33 minuty!) to koszt $1,75, w opcji najbardziej wypasionej (całe 43 minuty!!!) $2,25. Chodzi o to, że jest to maksymalnie obrzydliwe... Jeśli jeszcze nigdy nie znaleźliście, pośród swoich wypranych rzeczy, czyichś stringów lub skarpetki - nie zrozumiecie mojej awersji. Z przyjemniejszych rzeczy, które zaplątały się w moje pranie była bransoletka, z dziwnych - cała papryczka chilli. Wyobraźcie sobie: wychodzicie czyściutcy spod prysznica, bierzecie świeżo uprany ręcznik, wycieracie się i przylepia się wam do ciała długi na pół metra, czarny, gruby, absolutnie nie wasz włos. Ohyda! 

I jeszcze mail jaki ostatnio został rozesłany naszym sąsiedzkim komunikatorem:

"Here is what happens when you leave the windows to the laundry room open: the homeless get in, start smoking, eating, and going through the dryers! Is it really that hard to bring your keys, people??? If you did your laundry room at the facility near building 2358 at or around 8 PM, your clothes smell like smoke now and some may have been stolen! Keep the windows closed, people!"


10. Na koniec pojadę po bandzie. Będę narzekać na pogodę. Na 300 słonecznych dni w roku. Wiem, że tym samym ryzykuję utratę waszej sympatii, szczególnie, że mamy styczeń, który już od dawna częściej jest szary niż biały. Zachwyciliście się kiedyś widokiem tęczy? Sprawiła wam radość letnia burza, która przyniosła ochłodę po kilku parnych dniach? Wsłuchiwaliście się w nocy w wycie wiatru za oknem rozkoszując się ciepłem własnego łóżka? Pamiętacie, jak cudnie skrzypi śnieg pod stopami, gdy wieczorem wracacie do domu? Piękna złota polska jesień? Eksplozja wiosny, po kilku szarych, ohydnych tygodniach? Niesamowity klimat, jaki tworzy gęsta mgła? Otóż my tego nie mamy i brakuje tego każdemu, kto przeprowadził się do Kalifornii z miejsca, gdzie występują pory roku. A teraz czekam, aż mi (niewdzięcznej) się od was oberwie;) Nie byłabym wszak Polką, gdybym od czasu do czasu sobie troszkę nie ponarzekała!





31 komentarzy:

  1. Ja akurat nie cierpię upałów, więc z 10 punktem jestem w stanie się zgodzić ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Poza ostatnim punktem, wszystkie mogłabym podpiąć także pod opis Chicago :) A akurat ten ostatni punkt to byłaby dla mnie największa zaleta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz podobne odczucia do naszych:)

      Usuń
    2. Poza ostatnim punktem zgadzam sie w 100% jako mieszkaniec Michigan i przekornie wlasnie dlatego zgadzam sie z 10pkt w 100% bo bylem tez mieszkancem New Orleans.
      To takie -jestem za a nawet przeciw...
      Wspaniale Pioro Magda!!!

      Usuń
  3. Haha true story :D co prawda nie spędziłam w stanach tyle czasu co wy ale po każdych wakacjach byłam w stanie to wszystko zaobserwować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post. Nigdy nie byłem w Stanach, ale poznałem mnóstwo kalifornijczyków za granicą podczas podróży - i wow, o dziwo większość punktów zgadza się w 100% (albo z ich opowiadań, albo na podstawie moich wniosków - np. apropo small talku, i sposobu mówienia. Dobrze wiedzeć, że nie jestem sam w tych odczuciach ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Od niedawana mieszkamy w Bostonie. Koszty życia...eh.
    Wynajmujemy mieszkanie 2.pokojowe(ich 1br) za 1700$, ok.50min autobusem plus metrem do centrum. Mieszkanie także bez luksusów. Znalezione spośród wieeeelu ogłoszeń. Część osób/ firm nie chce wynająć 1BR dwum osobom z dzieckiem, według nich jest za małe na taką trójkę.
    Koszty żłobków itp. także sa straszne. Narazie opiekuję się córką ale powoli rozglądam się za jakimś żłobkiem , klubikiem. Koszt na cały etat wynosi tyle co mieszkanie a nawet ciut więcej.
    Ja bym nawet powiedziała ze normalna żywność = droga żywność. Ceny ryb...

    Co do small talks, to ja bym czasem chciała takie coś ;) Gdy się spotka Amerykanina to rzeczywiście zagada, ale tak bez nacisku i nie wszyscy. U nas w bloku każdy jest pochowany w swoich mieszkaniach, cieżko kogoś zaczepić , pogadać. Jest dużo Chińczyków którzy trzymają się raczej w swoim towarzystwie albo nie umieją nic po angielsku :/ Gdy spędzam całe dnie z dzieckiem w dziecięcym świecie to chętnie bym zamieniła z kimś dorosłym kilka słów ;) w sklepach rzucą ,, co słychać " itp ale bez większej gadki szmatki.

    Brak pralki w domu, niby minus ale jednak plus bo wiem ile to razy więcej wyrzuciłabym pranie nawet na 1/4 bębna jakby pralka była w mieszkaniu , kusiło by ;) no i suszarka na pranie to jest to, nie ma rozwieszania prania, prania stojącego po katach :) Koszt prania z suszeniem to ok.4,5$ zarówno w pralni w bloku jak i w publicznej obok. Nie znalazłam niczego obrzydliwego wiec narazie plus jest większy niż minus ;)

    Sa to nasze początki więc zobaczymy co bedzie za pół roku, może coś do tej listy dołożymy a może bedzie tak ,,sweet" że odejmiemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) No ja też zazdroszczę tej ich łatwości w small talkach, ale tu w Kalifornii to sie zdarza na każdym kroku i dla mnie jest uciążliwe, bo nie mogę sie w tym jakoś odnaleźć. Ludzie na west coast są, z tego co zauważyliśmy podczas podróży, znacznie bardziej otwarci. Z sąsiadami podrzucamy sobie nawzajem ciasta, jak któreś z nas akurat piecze, jesteśmy po imieniu i w ogóle mamy z nimi bardzo fajnie. Amerykę łatwo kochać, więc z czasem będzie Wam tylko lepiej:)

      Usuń
    2. Tez tak myśle , ze bedzie tylko lepiej :)
      Tylko mam wrażenie i potwierdzenie zasłyszanych,przeczytanych opinii że Boston jest mało amerykański, dla jednych to plus dla innych minus. Dla mnie minus bo jak już sie człowiek ruszył tak daleko od domu to chciałoby sie więcej Ameryki w Ameryce poczuć ;)

      Usuń
    3. To prawda, ale tak jest z większością, jeśli nie ze wszystkimi miastami na east coast. Prawdę mówiąc to dla nas "prawdziwa" Ameryka zaczyna się na zachód od Mississippi River.

      Usuń
    4. Wydaje mi sie ze ja mieszkam w tej "prawdziwej"- na nogach to moge isc tylko do sasiadow:)

      Usuń
    5. Dorzucę swoje 3 grosze. Poznałam Amerykankę z Bostonu, która przez dobrych 5 lat mieszkała w Krakowie. Twierdziła zawsze, że Boston to taki amerykański Kraków. Bardziej europejski niż amerykański. Może bierze się to też z historii i pierwszej emigracji ;)

      Usuń
  6. 4 por roku tez by mi brakowalo. Ale ja narzekam na lato- ta wilgoc i upal. Ja okna nie otworze wieczorem bo nic to nie da, noce latem sa bardzo cieple. Nawet jak pada deszcz to jest goraco.
    Ceny nieruchomosci sa u nas (midwest) znacznie nizsze ale jak to gdzies slyszalam: w Kaliforni byle kurnik to pol miliona. Podatki od nieruchomosci tez przyzwoite a jak sie porowna z Chicago czy NYC to mozna mowic ze tanio.
    Na sluzbe zdrowia do tej pory nie mialam powodow do narzekania. Ceny za uslugi medyczne sa koszmarne...
    Co do small tak to u mnie tez nie ma tego na taka skale. Nawet na placu zabaw nikt nie zaczepia, mam wrazenie ze wiekszosc jest wpatrzona w swoj telefon.
    Korki sa ale raczej w godzinach szczytu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Byle kurnik pół milione" hahaha, lepiej tego nie mogłaś ująć, prosto w sedno:)

      Usuń
    2. Kazdy urzad droga przez meke okraszona usmiechem. DOKLADNIE.
      Tyle ze teraz po paru latach juz umiem rozpoznac frustracje pod tym usmiechem. Usmiech usmiechem ale jak zaczynasz sie upominac o swoje to mam wrazenie zeby cie wywalily z checia za drzwi ale musza udawac i usmiechac sie. Chociaz widze ze ledwo panuja nad soba.

      Natomiast o sluzbie zdrowia, chodzi mi o specjlistow to jest porazka, autentycznie, nie wiem za co sie placi bo to oni powinni placic za te pseudo uslugi. Tasmowka, po 7 min tupta nozkami zebys juz wyszla, a jak nie wyjdziesz to on (bo specjalisci tutaj to prawie sami mezczyzni zauwazylam) wyjdzie i mozesz sobie zadawac pytania w powietrze.

      Usuń
  7. Z mieszkaniem i płacą dokładnie tak jak w Polsce - płaca minimalna 10 zł/h , 1800 brutto na miesiąc co daje 1280 zł na rękę a kawalerka na osiedlu (u mnie w Łodzi) to koszt 1000-1100 zł z czynszem do spółdzielni a 2 pokoje 45 m2 to koszt 1500 zł. Za prąd też trzeba w bloku miesięcznie stówkę dać :) Czyli jeśli chodzi o punkt 1 to nie ma co narzekać ! Myślę że jak porównamy zdrową żywność w dolarach tam i złotówki tu to też może wyjść podobnie. Nie umiem powiedzieć co do opieki zdrowotnej. Natomiast cała różnica pojawia się przy samochodach, paliwie, elektronice, odzieży , agd - u was jest tanio!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny wpis, trochę zmartwiła mnie sprawa służby zdrowia, ale nie zniechęciła. A co do small talks to może się okazać, że przy kolejnym spotkaniu ta osoba będzie już twoją znajomą, znajomym. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieciekawie wygląda ta służba zdrowia - zwłaszcza, ze mamy niepełnosprawne dziecko - i tak jest lepiej w USA bo dostaliśmy wize, natomiast w Kanadzie ( do ktorej swego czasu chciliśmy emigrować) córka nie miała szans na wize..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie?? Z powodu niepełnosprawności odmówiono wydania wizy?? A myślałam, że Kanada to taki fajny dla ludzi kraj...

      Usuń
  10. Pierwszy raz w Cali byłam w październiku 2014 i mimo, iż upały nieporównywalne do polskich to tęsknię za nimi. Jestem w Irvine od tygodnia i cholera marznę :P Ale pewnie na dłuższą metę brakowało by mi rozmaitości polskiej pogody (ech, jaka radość była z niedzielnego deszczu).
    Co do small talks to ja im zazdroszczę tej swobody, bo jestem akurat powoli socjalizującym się osobnikiem. Poza tym nie mam kontaktu z 'tubylcami', tyle co zakupy, więc pewnie nikt mi nie dał jeszcze w kość ;P
    Ceny jedzenia dosyć wysokie, ale wybór... wybór wszystkiego jest fantastyczny! Ciekawe kiedy w Polsce się tego doczekamy.
    A poprawność polityczna jest bardzo widoczna. Przesada przesady wręcz.
    I wychodzi na to, że jestem szczęściarą, że w mieszkaniu mamy pralkę ;) Pomijam to, że piorąc w niej mam wrażenie, że moje ubrania krzyczą z bólu ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irvine super miejsce! Kiedyś też tam mieszkaliśmy. Pozdrawiam po sąsiedzku z Costa Mesa!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. No niestety, mam kręcone włosy i sama je podcinam, więc nie byłam tu jeszcze nigdy u fryzjera:(

      Usuń
    4. Szczęściara ;) Ja z racji posiadania krótkich włosów (btw, krótkowłose kobiety nie są tu częstym widokiem. Póki co nie uświadczyłam) potrzebuję fryzjerskiego cięcia. Próba podcięcia samemu skończy się tragicznie :P

      Usuń
  11. Wiem, wpadło mi w oko jak przeglądałam posty :) Może jakiegoś fryzjera polecisz? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z ciekawością przeczytałam tego posta i widzę, ze tu gdzie mieszkam od 2,5 roku w San Jose - Kalifornia- jest trochę inaczej. Przede wszystkim w okresie jesienno-zimowym jest sporo deszczu, czasem grad a nawet śnieg;) Opieka zdrowotna bardzo dobra, lekarze przejęci, mają duzo czasu na wizycie, robia badania, o które nawet nie proszę np. poziom witaminy D. Jesli dzieje się coś dziecku, to zawsze znajdzie się wolny termin, punkty z rehabilitacją są swietne,ginekologia ok. więc moje doswiadczenia na tym polu są pozytywne.Jedynie co to do bardzo dobrego specjalisty trzeba czekać ok. miesiąca. Korki tylko w szczycie, ale carpool idzie szybciej. Co do mieszkania to wynajmujemy dom z 4 sypialniami w cenie apartamentu z 3 sypialniami za ok. 3000 USD plus media, ogrodnik jest w cenie. Szkołyn w dystrykcie bardzo dobra, przestępczość znikoma. Ludzie są usmiechnięci ale nie doświadczyłam tzw small talk w nadmiarze. Fryzjera mam świetnego ponoć w dobrej cenie, męskie strzyżenie jest dużo tańsze od 10 do 20 USD. W góry,gdzie doswiadczamy prawdziwej zimy (w styczniu -20 stopni C) jedziemy tylko ok. 4 godzin. Nie wiem jak jest w mieszkaniach, ale mając dom mamy obowiązek segregacji śmieci plus osobny pojemnik na rosliny, trawę itp. Jest wiele punktów skupu butelek, puszek na wagę lub na sztuki. Wynajmując dom przeważnie znajduje się w nim pralka i suszarka.Jedzenie jest rzeczywiście droższe, ale mozna dostać wszystko i żyć zdrowo. Bardzo mi się podoba, że wychodząc na plac zabaw nie mam po drodze pięciu sklepów z drożdżówkami;) więc nie tyję, nie robię też zbędnych przypadkowych zakupów. Może to wyda się dziwne, ale w USA członkowie mojej rodziny wraz ze mna schudli i łatwiej nam utrzymać wagę. To samo stwierdzili rodzice, którzy u nas byli w odwiedzinach. Jedyny dla mnie duży minus to długi lot do Polski i wysokie ceny biletów lotniczych.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post :)
    Co kto lubi - taka pogoda przez 300 dni to dla mnie raj :D Niestety w Kalifornii bywam tylko ok. 100 dni w roku i to z przerwami. Klimat i jedzenie w PL akurat okropnie pogarszają stan mojego zdrowia, a w Cali zawsze odżywam. Zdrowe jedzenie jest na podobnym poziomie (mam specjalistyczną dietę: nieraz w PL jest drożej i na pewno ciężej o składniki!). W dodatku ja uznaję tylko i wyłącznie ziołowe produkty kosmetyczne, gdy tylko zaczęła się moda na ziołolecznictwo, bez problemu znajduję najbardziej egzotyczne mazidła i to taniej niż u nas :) Small talks mi nie przeszkadzają - wolę to niż rzucanie przez ludzi w PL spojrzeń bazyliszka. Oczywiście wiem, o co chodzi z korkami w LA.. Ale dla zabawy dodam, że w PL muszę wychodzić do pracy wcześniej niż godzinę przed, a i tak zawsze się spóźniam - a przecież wiadomo, że w porównaniu z US odległości są śmieszne.
    Ale miałaś pecha co do dentysty, wiadomo na co dzień można źle trafić, ale ogólnie branża dentystyczna w US jest the best :) . Wielu dobrych dentystów z PL miało tam szkolenia - od razu widać różnicę w podejściu do pacjenta (a niestety siedzę pośrednio w tej branży i to w sumie cel moich wizyt w US).
    Świadomość ekologiczna jest na równie niskim poziomie jak w PL. Z tym, że w PL nie mamy aż tylu zasobów do marnowania i może wydać się, że radzimy sobie lepiej. A nieumiejętność korzystania z klimatyzacji przez Polaków woła o pomstę do nieba.

    OdpowiedzUsuń
  14. Super post. Opieka medyczna trochę mnie przeraziła ale czytając komentarze okazuje się że nie wszędzie musi być tak strasznie. Wspólna pralka też nie brzmi fajnie :/ i ceny najmu też wysokie. Small talks nie wiem czy by mi przeszkadzały okazałoby się na miejscu :) Co do ich stylu mówienia to ostatnio siedziałam z rodzinką w jednej z restauracji w Manufakturze i tylko jednego gostka było słychać. Mój mąż światowy człowiek skwitował krótko - Amerykanin :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Super post. Opieka medyczna trochę mnie przeraziła ale czytając komentarze okazuje się że nie wszędzie musi być tak strasznie. Wspólna pralka też nie brzmi fajnie :/ i ceny najmu też wysokie. Small talks nie wiem czy by mi przeszkadzały okazałoby się na miejscu :) Co do ich stylu mówienia to ostatnio siedziałam z rodzinką w jednej z restauracji w Manufakturze i tylko jednego gostka było słychać. Mój mąż światowy człowiek skwitował krótko - Amerykanin :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny wpis, i ogólnie - wciągający blog. Będziemy we wrześniu w okolicach CA na 3 tygodnie (objazd wynajętym samochodem).
    Ciekawa jestem, czy jest tam dużo Polonii - będę miała mały koncert w San Diego (17 lub 18 września, w Polonia United) i zastanawiam się, czy czytają to osoby, które byłyby zainteresowane :)
    PS. Zazdroszczę tylu słonecznych dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazało jako "Unknown" - to oczywiście mój wpis :)

      Usuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com