16.09.2014

Czym jest ObamaCare? I dlaczego Amerykanie jej nie chcą?

  ObamaCare, najprościej rzecz ujmując, to reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych, wymuszająca na rezydentach USA posiadanie ubezpieczenia. 
Proste? 
Logiczne? 
Dobre? 
Tak, tak i jeszcze raz tak. 
O co więc tyle szumu???

source: www.veckorevyn.com

    W Polsce lubimy psioczyć na państwową służbę zdrowia, zżymać się na składki zdrowotne odciągane od naszej pensji, podkreślać, że i tak przecież wszyscy leczymy się prywatnie. Ok. Na własnym przykładzie. Mieszkając w Polsce płaciłam za prywatna opiekę okulisty, ginekologa, stomatologa. Mam swoich sprawdzonych lekarzy, do których chodzę od lat i którzy warci są wydania tych kilkuset złotych w roku. Ale już z grypą szłam do osiedlowej przychodni. Kiedy pierwszy raz Tomek zaczął rodzić kamienie (nie wiedzieliśmy wtedy, co jest przyczyną tak silnego bólu) bez wahania zadzwoniłam po karetkę. Nie zastanawiałam się czy nas stać na to. Jak może nas nie być stać na wezwanie karetki? Przecież to „za darmo”? Polecam sprawdzić ile rutynowe badania lub też takie właśnie wezwanie karetki kosztuje NFZ…

   Otóż w Ameryce nie było do niedawna zagwarantowanej bezpłatnej opieki zdrowotnej. Tzn. funkcjonowały bezpłatne przychodnie, w których leczyli się najbiedniejsi.
   
   Co z resztą? 
   Reszta dzieliła się na dwie grupy. 
1. Płaciła za ubezpieczenie zdrowotne
2. Nie płaciła i liczyła, że nic jej się nie stanie.

   W 2013 roku prawie 2 mln osób (w przeważającej części przedstawicieli grupy nr 2) ogłosiło bankructwo z powodu niemożności spłacenia rachunków za opiekę medyczną. I była to najczęstsza przyczyna bankructwa w Stanach. ObamaCare czyli Affordable Care Act ma być, a raczej stara się być, panaceum na tę największą bolączkę Ameryki.

   Ale do rzeczy. Na czym konkretnie polega ta ustawa i w jaki sposób ma pomóc przeciętnej amerykańskiej rodzinie? Otóż do czasu jej uchwalenia wiele osób nie mogło korzystać z ubezpieczeń zdrowotnych, bo albo najzwyczajniej w świecie były one poza ich zasięgiem finansowym, albo firmy ubezpieczeniowe nie chciały ich ubezpieczać z powodu chorób, które już wystąpiły (np. osoby zmagające się wcześniej z nowotworem).

   Słowem kluczem do zrozumienia jak działa ObamaCare jest wskaźnik ubóstwa (FLP Federal Poverty Level liczony od dochodu po opodatkowaniu). W 2013 r. wynosił on niecałe 11,5k$ dla jednoosobowego gospodarstwa domowego, nieco ponad 15,5k$ dla dwuosobowego, 19 530$ dla gospodarstw składających się z 3 osób, 23 550$ dla czterech itd.

   Ponieważ progi, o których teraz powiem, różnią się nieco między stanami, skoncentrujmy się na Kalifornii.

Przypadek 1
Jeśli nasze gospodarstwo domowe osiąga dochód roczny poniżej 138% progu ubóstwa (np. dla 3 osobowej rodziny będzie to 19 530*1,38=26 951$) znaczy to, że będzie miała zagwarantowaną darmową opiekę zdrowotną.

Przypadek 2
Jeśli dochody gospodarstwa domowego mieszczą się w przedziale między 139%, a 400% poziomu ubóstwa (tym razem przeliczmy dla 2 osobowej rodziny, będzie to dochód roczny między 21 404, a 62 040$) znaczy, że kwalifikujemy się do rządowego dofinansowania naszego planu zdrowotnego. 

Przypadek 3
Jeśli dochody gospodarstwa domowego przekroczą 400% FLP (czyli np. żyjąca samotnie osoba, która zarobiła w mijającym roku 46k$) musi samodzielnie sfinansować swoje ubezpieczenie zdrowotne.

source: pishelle.buzznet.com

   Dodatkowo Rząd pozwala nam wybierać pomiędzy 4 pakietami (brązowym, srebrnym, złotym, platynowym), pokrywającymi w różnym stopniu nasze wydatki na leczenie (odpowiednio w 60, 70, 80 i 90%).

   Co oznacza to w praktyce? Mamy wykupiony najtańszy pakiet (brązowy) i idziemy do lekarza. Rachunek za wizytę wynosi 100$, czyli my z własnej kieszeni wykładamy 40$ (40%). Opłacamy sobie plan złoty? W takim razie wizyta będzie nas kosztować 20$, za resztę zapłaci ubezpieczyciel.


   Oczywiście różnica pomiędzy zarobkami na poziomie 140% poziomu ubóstwa, a 350% jest olbrzymia, dlatego też poziomy dofinansowania są zróżnicowane. W pierwszym przypadku zapłacimy za ubezpieczenie (rocznie) ok. 6% naszego dochodu netto, w drugim ok. 9,5%. 

   Od czego zależy nasza składka za ubezpieczenie zdrowotne? Od wybranego planu (pakietu), wiadomo, brązowy będzie znacznie tańszy niż platynowy. Od naszego wieku, miejsca w którym mieszkamy, a także tego, czy palimy papierosy (osobiście bardzo mi się to ostatnie założenie podoba, śmierdzącym patykom mówimy NIE!). 

source: joyreactor.cc

   Ok., pewnie część z Was pomyślała sobie, a co będzie, jeśli czeka mnie bardzo kosztowne leczenie? Takie idące w setki tysięcy dolarów? Przy 100k$ i srebrnym planie musielibyśmy zapłacić 30 000 zielonych! Nic takiego się jednak nie stanie, ponieważ ustalono również maksymalny próg naszych wydatków rocznych (out-of-pocket) poniesionych na opiekę zdrowotną. Dla samotnej osoby będzie to kwota 6350, dla rodzin 12,7k$.

   Od początku 2014 roku każdy w Ameryce musi być ubezpieczony, chyba że woli zapłacić karę. W tym roku jest to symboliczne 95 dolarów, ale już w 2016 roku będzie nas to kosztowało minimum 7 stówek (kwota jest uzależniona od zarobków, ale nie mniejsza niż 695$).

   Pewnie teraz zastanawiacie się, więc o co tyle szumu? O obowiązkowe ubezpieczenia samochodu nikt nie robi problemów, a jak przychodzi do zdrowia, nagle ludzie są oburzeni. Otóż Amerykanie bardzo nie lubią, jak coś im się każe. Po drugie, wiele młodych osób funkcjonowało do tej pory bez ubezpieczenia, bo "przecież młodzi nie chorują", a teraz nagle musi wyłożyć kilka stówek, co miesiąc z portfela. Po trzecie część osób byłą przeciw dla zasady, że nie poprą niczego, co sygnuje Obama (pytając ludzi, czy wolą ObamaCare czy Affordable Care Act, część wskazywała na ten drugi, choć to dokładnie to samo). Jest też wśród wielu Amerykanów silne przekonanie, że w życiu należy Ci się dokładnie tyle, ile sobie wypracowałeś i stąd sprzeciw do dorzucania się swoimi podatkami do bezpłatnej opieki zdrowotnej dla najuboższych.

source: plus.googleapis.com

   Zalety ObamaCare:
  • Darmowa opieka dla najbiedniejszych
  • Ulgi w ubezpieczeniach dla mniej zamożnych
  • Sensownie ustawione progi maksymalnych wydatków z własnej kieszeni
  • Uniemożliwienie ubezpieczycielom dyskryminacji osób ze względu na płeć i istniejące choroby, również przewlekłe i nieuleczalne (dotychczas firma mogła odmówić ubezpieczenia danej osoby lub wypowiedzieć jej umowę)
  • Koszty ubezpieczeń starszych osób nie mogą być wyższe niż 300% kosztów tego samego pakietu dla osób młodszych
  • Bezpłatna profilaktyka dla wszystkich planów zdrowotnych

   Jeśli dotrwaliście do tego miejsca możecie sobie pogratulować. 

source:buzzfeed.com

   Tyle nad matematyka siedzę tylko raz do roku, rozliczając swoje podatki. Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać w części Wasze wątpliwości i rozjaśnić odrobinę… Sama zgłębiałam ten temat pierwszy raz tak dokładnie i nie wykluczam, że mogły się tu w moje rozważania wkraść jakieś błędy czy nieścisłości. Dla mnie to też nie są proste sprawy, dlatego jeśli zauważycie jakieś fuszerki, dajcie znać, będę poprawiać.
Zdrówka życzę!

28 komentarzy:

  1. Magda pięknie to rozgryzłaś...Dzięki....Dodam tyko, że ludzie w USA nie bardzo się tym interesują tak jak napisałaś nie lubią jak im się coś narzuca. Dlatego też nie wiele osób potrafiło mi wyjaśnić jak wyglądają tu ubezpieczenia i czym jest Obamacare. Trochę mnie to przeraziło bo sama nie rozumiałam naszego ubezpieczenia. I oczywiście los wystawił mnie na próbę. Moja Zuza złamała nadgarstek ( dokładnie to było pęknięcie). W Polsce pognałabym na pogotowie bez zastanowienia. Tutaj byliśmy trochę zagubieni, zadzwoniłam więc do znajomej i zapytałam gdzie mam jechać. Poradziła mi żebym poczekała do poniedziałku i pojechała na Urgent care bo w niedzielę to tylko Emergency Room a to kosztuje kilka stówek za samo przekroczenie progu. Nie posłuchaliśmy no bo jak tu czekać jak ręka spuchnięta. Nie będę się wdawała w szczegóły wizyta trwała 4,5 godziny. Po prześwietleniu założono jedynie usztywnienie i kazano zgłosić się za 3 dni do przychodni ortopedycznej gdzie zdecydują czy założyć gips. Oczywiście gips został założony i poproszono nasz o wizyty kontrolne co tydzień w sumie 4. Na każdej miała być prześwietlana ręka czy jest wszystko w porządku. Cała ta przygoda kosztowała nas 2300$ za samo przekroczenie progu Emergency room - 400 $. Uroki prywatnej służby zdrowia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W cudownej Polsce Pani /a córka czekała by 6 godzin na prześwietlenie w brudnej, starej przychodni. Potem założono by Pani/a córce gówniany przedwojenny gips(którego w zachodniej Europie już się nie stosuje). Po tym wszystkim Pani/a córka zostałaby odesłana do domu i mieliby ją w przysłowiowej dupie. Po drugie, 2300$ to około 40% miesięcznej pensji osoby pracującej w swoim zawodzie w US. Ubezpieczenie zdrowotne w polsce to minimum 1000 zł (biorąc do obliczeń średnią krajową). Czyli w ciągu roku oddaje się conajmniej 4000$ na niedziałającą służbę zdrowia. Ile razy dziecko coś sobie zrobi? Raz na rok, na dwa? Myślę że dalszy rachunek jest prosty. Raz już próbowano aby każdy miał po równo - nie wyszło (PRL).

      Usuń
    2. Panie Kubo, pozwolę się wtrącić. Nie wiem skąd taka informacja w temacie zarobków w Stanach... Proszę mi wierzyć, 2300 to koszt bardzo dotkliwy dla większości mieszkających tu i pracujących osób... Mój Mąż jest średniego szczebla audytorem finansowym w jednej z najlepszych firm na świecie i miesięcznie, do ręki, zarabia tylko trochę więcej niż to 2300 o którym mowa... A w Polsce przynajmniej nie byłoby dylematu, stać nas czy nie? Gówniany i przedwojenny zawsze lepszy niż żaden, prawda? Zresztą bardziej chodzi mi o komfort psychiczny niż o jakość usług. Bo jakość usług tutaj często także pozostawia wiele do życzenia, wiem, bo kilkukrotnie korzystaliśmy... W każdym razie, żaden z tych systemów nie jest idealny...

      Usuń
    3. Co do zarobków, wziąłem je stąd, że moja znajoma farmaceutka w Kanadzie (Ontario) zarabia 5000 dolarów na miesiąc i nie myślałem, że jest taka rozbieżność między tymi krajami.

      Usuń
    4. Strasznie mnie nurtowała ta kwestia zarobków, może to dobry temat na oddzielny post. Poszperałam i znalazłam, że madiana zarobków w Stanach, dla ubiegłego roku, wynosiła 48tys$, czyli do ręki nie więcej jak 3300 co miesiąc i to byłoby zgodne z moimi założeniami.

      Usuń
    5. Magda ale to 48 tys to brutto chyba?Czyli na reke byloby duzo mniej.

      Usuń
    6. No tak, brutto, czyli wg mnie ok 3300 netto/m-c - ewentualnie właśnie ubezpieczenie zdrowotne, 401k, najczęściej jeszcze wynajem mieszkania, spłata studiów... Ameryka jest cudowna pod wieloma względami ale nie jest to raczej raj finansowy, może dla nielicznych. Lekarze zarabiają np średnio 3-4razy tyle.

      Usuń
    7. Jako księgowa muszę dodać, że w Polsce nie płacimy 1000 zł na ubezp. zdrowotne. Przy średnich zarobkach płacimy 300 zł, z czego 250 zł odliczamy od podatku...

      Usuń
    8. Też zdarza mi się psioczyć na publiczną służbę zdrowia, ale prawda jest taka, że choć czeka się w kolejkach nawet miesiącami, to jednak coś można uzyskać. Przykład? Na początku roku złamałam nogę. Pojechałam na pogotowie, tam prześwietlenie i gips, fakt, stary, przedwojenny, ciężki, ale jednak był. Trwało to w sumie jakieś 4 godziny. Dostałam skierowanie do poradni ortopedycznej, przy przychodni, gdzie miałam się pojawić za 10 dni. Po tych 10-ciu dniach rejestracja o 8.00. Do lekarza weszłam o 12.30. Dostałam L4 i miałam przyjść za 3 tygodnie na kontrolę. Kontroli w sumie było przez 3,5 miesiąca leczenia 4 czy 5, za żadną nie zapłaciłam z własnej kieszeni. Nie zapłaciłam też za żadne z 4 czy 5 zdjęć rentgenowskich, a ZUS karnie wypłacał mi L4 przez 3,5 miesiąca zwolnienia. Ponadto gdy rejestrowałam się do poradni o 7.00 (tuż po otwarciu rejestracji) to po rentgenie ok. 8.30 wchodziłam do lekarza, więc nie było tak źle. Jedyne co musiałam kupić to kule, bo tych niestety na pogotowiu nie dają. Szczerze? Byłam zadowolona z tego, jak mnie nasza służba zdrowia potraktowała. Wiem jednak, że nie w każdej działce jest tak kolorowo, a gdy nie jest to wypadek typu właśnie złamanie z założeniem gipsu, to na wizytę u ortopedy czeka się nawet 3 miesiące.

      Usuń
    9. Ale to te 2300$ zapłaciła Pani, bo nie była Pani/Pani córka ubezpieczona, prawda?

      Usuń
  2. Rozumiem, że anonimy zapłacił tyle kasy dlatego, że nie miał ubezpieczenia. czy tak?
    Pani Magdaleno, Pani mąż trochę mało zarabia. Coś tu jest nie tak. Jak czytam o tym ile wydaje nasza blogerka wraz z Tomkiem, który tez pracuje w wielkiej czwórce to wynagrodzenie Pani męża jest bardzo niskie. Też pracuje w Polsce w finansach i zarabiam odrobine mniej niż 2300usd na rękę, a do średniego szczebla trochę mi brakuje. W jakim mieście pracuje Pani mąż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, pani Magdalena=wasza blogerka:) Mówimy o Tomku, moim mężu i jego zarobkach. Tomek, pracując jako senior w wielkiej czwórce zarabia do ręki nieco więcej niż to wymienione 2300. Takie są realia. Nie mogę napisać dokładnie jego zarobków, dość powiedzieć, że 1400, które wydajemy na mieszkanie, stanowi dużą ich część. Takie są tutaj zarobki w audycie. Pod względem finansowym znacznie łatwiej żyło nam się w Polsce, nie wracaliśmy tu dla kasy, zdecydowanie:) Czy ja gdzieś napisałam, że wydajemy dużo pieniędzy? Jesteśmy skromnymi i oszczędnymi ludźmi (chyba, że chodzi o buty i gitary;)

      Usuń
    2. To ja Anonimowy- Jak pisałam w komentarzu mamy ubezpieczenie....Należy pamiętać, że nie zawsze ubezpieczenie pokrywa 100% usługi wszystko zależy od składki jaką płacimy....Tak jak wspomniałam byliśmy na początku naszego pobytu w USA i nie do końca rozumieliśmy jak to działa po za tym, że jest to co-pay i mamy tzw. deductible czyli kwota którą musimy zapłacić zanim ubezpieczyciel zacznie płacić 100%.....Jak się okazało ubezpieczyciel jednak coś tam zapłacił, ale i tak większość należała do nas....Ubezpieczenia tutaj są drogie, żeby mieć przyzwoite warunki 200 dolarów to minimum...Jak zaczęłam dociekać wśród znajomych to się okazało, że często rachunki za tę samą usługę są różne wyższe gdy mamy ubezpieczenie, niższe gdy takiego nie posiadamy....Moja znajoma która nie ma ubezpieczenia gdy jej córka złamała rękę miała tylko dwie wizyty i 30 dolarów do zapłacenia za gips.....Nam z pękniętą kością zalecono 4 wizyty i za każdym razem RTG...
      Propos raju finansowego za jaki uważa się USA tak ostatnio sobie myślałam, prywatna służba zdrowia - bez ubezpieczenia ani rusz i szczerze nie warto ryzykować...Każda wizyta nawet z katarem płatna, recepta płatna...(Koleżanka 2 lata temu rodziła - poród bez komplikacji ok 4 dni w szpitalu wyceniono na 60 000 dol! - Washington DC na szczęście była ubezpieczona) Studia - od 20 tyś dol.w górę w zależności od uczelni... Wszystko w imię wolności... Wolności wyboru.... Wszyscy którym się wydaje, że USA ba nawet inne popularne kraje europejskie są rajem finansowym w porównaniu z Polską chyba mylą pojecie emigracji zarobkowej (nachapać się i wrócić) z emigracją.... Dla mnie Ameryka to raj ze względu na ludzi ich mentalność oraz poziom empatii.....Polacy stracili to wszystko w pogoni za zachodem niestety.....

      Usuń
    3. Wy na prawdę nie zauważacie tego, że w Polsce za te studia też się płaci w podatkach, tylko u nas w porównaniu do USA studia są kolokwialnie do dupy. Wystarczy sobie przypomnieć wykładowców i ich podejście do studentów. Ja rozumiem, że z tęsknoty za krajem przypominacie sobie tylko to co dobre, to normalne, ale bez przesady. Jednak z jakiegoś powodu ludzie emigrują i nie wracają.

      Usuń
    4. Polecam przyjrzeć się bliżej podatkom w Polsce i w Stanach, a także kosztom studiów tutaj w USA. Poza tym my nie tęsknimy i póki co nie planujemy powrotu i absolutnie nie dziwimy się wszystkim, którzy wybrali życie na emigracji. Dostrzegamy całą masę wad w Polsce, ale darmowa edukacja się do nich nie zalicza.

      Usuń
    5. Kubo Gierachu - przepraszam innych dyskutantów, że się "wcinam" - jak mogą być studia kolokwialnie do d...? Nie znasz człowieku pojęcia "kolokwialnie"!

      Usuń
  3. Mozna by bylo jeszcze dodac ze leki na recepte sa strasznie drogie, stad czesc ludzi albo ich nie kupuje albo sprowadza z zagranicy. Dziwie sie skad sa takie rozbieznosci w cenach miedzy USA a Kanada. Co do studiow to owszem sa drogie ale nie ma co porownywac z polskimi studiami. Tutaj jest mnostwo programow stypendialnych poza tym mozna spokojnie pracowac np bedac zatrudnionym w uczelnianym laboratorium. Poza tym nie ma problemu z praca po studiach co niestety w Polsce jest problemem i to ogromnym. Oczywiscie nie mozna traktowac USA jako ziemi obiecanej, ale majac prace mozna spokojnie zyc i mentalnosc ludzi jest zupelnie inna niz w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. I tu mamy problem jeżeli chodzi o studia w Polsce.....Ludziom wmawia się, że to niezbędne....Tylko nie pomaga im się w wyborze kierunku ludzie pchają się na studia, żeby tylko mieć papier... Potem uczelnie utrzymują ten stan zapewniając studentów, jakimi to specjalistami się staną....Niestety rzeczywistość jest brutalna mamy przesyt ludzi z wykształceniem wyższym bez doświadczenia i umiejętności... Jak to było? Ucz się bo doły będziesz kopał.....Dlatego teraz specjalista od obsługi koparki zarabia więcej od absolwenta wyższej uczelni..... A i tak tego pierwszego uważa się za nieudacznika.....

    OdpowiedzUsuń
  5. https://www.youtube.com/watch?v=G790p0LcgbI Nie ma czegoś takiego jak darmowa profilaktyka a tym bardziej leczenie. Lekarze chodzą do pracy i dostają pensje. Gdyby pracowali za darmo, wówczas mówili byśmy o darmowej usłudze. Za wszystko zapłaci podatnik. Amerykanie nie zgadzają się (nie wszyscy, w końcu część idiotów poparła socjalistę Obamę) ponieważ nie są idiotami takimi jak Polacy. Na systemie zdrowotnym robi się wałki i to nie małe. Co śmieszniejsze, płaci się za lekarza z którego się nie korzysta. Biedak wcześniej nie płacił, teraz musi. Kiedy był bogatszy. Przed obamacare czy po... Oczywiście że przed miał więcej pieniędzy. Dziś musi zapłacić za lekarza którego na oczy nie zobaczy... (a w Polsce płaci się za usługę na którą czeka się rok i dłużej...)Pani nie ma pojęcia jak ten system działa skoro pisze pani że coś jest darmowe. To tylko ładnie brzmi, w rzeczywistości już takie ładne nie jest. Pieniądze nie rosną na drzewie a ludzie nie pracują za powietrze. W 3RP minimalna płaca brutto to 1680zł. Realna płaca minimalna to 2026,25 zł (część ukryta jest w "kosztach pracodawcy", żeby Polacy nie byli źli i się śmiali gdy są robienie w ch*ja). Na rękę zostaje 1237,20 zł. Różnica to podatek socjalny. Z obamacare jest tak samo (oczywiście inne kwoty inne stawki podatkowe). Nie ma czegoś takiego jak darmowe szpitale czy darmowe szkoły. Za wszystko się płaci, nawet jeśli się z tego nie korzysta. Dlatego część (ta inteligentniejsza) obywateli USA, jest przeciwna socjalistycznym rozwiązaniom. Mało tego, ta część jest również przeciwko zasiłkom dla bezrobotnych. Oni po prostu nie lubią socjalistów (lewicy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim jak ty, wypada życzyć jedynie jakiegoś nieszczęścia, żebyś mógł zasmakować WYKLUCZENIA. Jak wylądujesz chory na ulicy bez środków do życia, to sobie przypomnisz co tutaj pierdzieliłeś. Widać propaganda zrobiła ci coś gorszego z twojego mózgu niż zwykłą wodę.

      Usuń
  6. Ale się uśmiałem : ) część z was napisała o zarobkach w stanach znanych z opowieści znajomych którzy tam pracują a najbardziej mnie ubawił Kuba Gierach... Człowieku byłeś w USA? Zapewne NIE więc po co się wcinasz? Znakomita większość tyra tam za ok 1500$ ,studia w USA są duże lepsze niż w PL ale żeby tam iść na studia musisz się zadłużyć albo mieć bogatych rodziców opieka zdrowotna u nich też często zdarzają się stare brudne przychodnie ze sprzętem z lat 60 ale w PL wychodzisz i tracisz czas a tam wydajesz kilka setek zielonych. To nie lata 70-80 kiedy ludzie docierali z szarej komuny do USA i dostawali zawału na widok neonów a za miesięczną pensje w stanach kupowali dom w PL.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się proszę swoimi uwagami na : http://forum.usa.info.pl - ponieważ jest tam szerokie grono osób, które ciągle patrzą na USA jak na raj objawiony na ziemi, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wygląda rzeczywistość...

      Usuń
  7. Z uwagi na fakt, iż zastanawiam się nad wyjazdem do USA vs Kanada vs Australia vs Nowa Zelandia, przygotowuję się rzetelnie do emigracji, w tym ustalam realne koszty życia w każdym z tych krajów w wybranym przeze mnie miejscu. Oczywiście temat opieki medycznej w USA wypłynął bardzo szybko. W związku z powyższym przeprowadziłem szereg rozmów z osobami związanymi z opieką medyczną w USA i wiem skąd się biorą tak wysokie ceny usług medycznych w USA... z sufitu. Nie nie jest to pomyłka. Czytaliście kiedyś sprawozdanie finansowe średniej wielkości kliniki w USA? Zauważyliście, że większość z nich wykazuje STRATY? Zapytacie - jak to możliwe? Skoro wszyscy płacą w ten czy inny sposób (poza przypadkami bankructwa). Rynek zepsuty jest przez .... firmy ubezpieczeniowe :) i podatki. Też było to dla mnie szokiem, ale jeden ze znajomych z USA (związany z rynkiem usług medycznych w tym kraju) przedstawił mi to w świetny sposób : usługa medyczna wg danej kliniki została wyceniona na 20k USD - jeśli nie masz ubezpieczenia - oczekuje się, że pokryjesz go w 100%. Jeśli masz ubezpieczenie - rachunek jedzie do ubezpieczalni, która ... negocjuje jego wysokość z kliniką i płaci np. 12k USD (zakładamy dla uproszczenia 100% pokrycie kosztów przez ubezpieczyciela). Co robi klinika? Wpisuje 8k USD jako STRATĘ, pomimo, że zgodziła się na akceptację tych 12k jako 100% pokrycia rzeczywistych kosztów... Najlepsze jest, że lekarze dużo zarabiają, akcjonariusze/udziałowcy i rady nadzorcze klinik - zarabiają, a przedsiębiorstwo jako takie - wykazuje stratę :) (dla mieszkających w USA - rzućcie okiem na rachunek ze szpitala który otrzymacie od swojego ubezpieczyciela i porównajcie z tym co chciał od Was szpital pierwotnie :)).
    btw. lekarze dużo zarabiają, owszem, ale też ponoszą wysokie koszty ubezpieczenia OC zawodowego.
    Swoją drogą Obama chciał zrobić z tym systemem porządek (coś jak XXX chcący wprowadzić podatek korporacyjny w PL) i od samego początku natrafił na mur i złą prasę, nie dlatego, że jego pomysł jest zły i antyspołeczny, ale dlatego, że chciał popsuć świetnie działającą maszynkę do zarabiania pieniędzy (wysokie ceny usług medycznych = wysokie ceny ubezpieczenia). Na całe szczęście udało mu się coś wprowadzić.
    ps. Świetny blog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w 100% prawda, co tu napisałaś, wciąż, nawet po negocjacji ubezpieczyciel-lekarz ceny są prosto z kosmosu. Dodatkowo jakość usług medycznych jast moim zdaniem, a ostatnio mamy tę nieprzyjemność dużo chodzić po różnych lekarzach, na bardzo niskim poziomie. Przygotowuję właśnie post o 10 rzeczach, które wkurzają mnie w Kalifornii i opieka medyczna jest na bardzo wysokiej pozycji.

      Usuń
  8. Pani Magdo, trafiłam na ten wpis szukając wyjaśnienia co to jest Obamacare. Trochę późno, ale po mowie pożegnalnej Obamy i powitalnej pełnej pogróżek Trumpa - zaciekawiło mnie o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Przeglądam tego bloga i jestem pod wrażeniem. Dobra robota! ;) Sama wyemigrowałam w 95 do Niemiec i wiem jak to jest, kiedy żyje się na obczyźnie. Są tacy, którzy nie tęsknią i tacy którzy ojczyznę idealizują. Niestety z powodów osobistych nie mogłam przenieść się na inny kontynent. A USA przez lata były moim marzeniem, chociażby dlatego, że ludzie nie są tam tak pesymistycznie nastawieni do świata jak w Europie. Dostałam ostatnio ofertę pracy z jednej firmy w Pittsburgh ale jakoś tak te ubezpieczenia, mało urlopu etc trochę mnie odstraszyły. Pod tym względem Niemcy trochę rozpieściły, chociaż to też od lat zmienia się na gorsze.
    Życzę wytrwałości i potężnej fali weny twórczej do prowadzenia bloga.
    Pozdrawiam,
    Edyta

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com