06.05.2014

Nicsięniedzianie kusi - "Zapiski na biletach" Michała Olszewskiego

Michał Olszewski
Zapiski na biletach
seria terra incognita
WAB 2010

Zanim rozpłynę się w nieskończonych i zasłużonych zachwytach na tą książką, odradzę ją Wam jeśli
a) lubicie wartką akcję, odpowiednie tempo zdarzeń, fabułę, która zmierza do puenty i celu,
b) jesteście zaślepieni miłością do Ojczyzny, widzicie polską szklankę zawsze do połowy pełną, dookoła postęp, rozmach i nowoczesność.

Jeśli wybraliście odpowiedź a lub b, odpuście sobie lekturę, rozminiecie się z Autorem. Szkoda waszego czasu i szkoda tej genialnej książki. Myślę, że spodoba się fanom twórczości Olgi Tokarczuk i skandynawskiego kina w rodzaju Noi Albinoi.

Lubię recenzję podeprzeć jakimś trafnym cytatem. Dlatego podczas czytania mam brzydki nawyk zaginania rogu strony, gdzie taką zgrabną perełkę ustrzelę. Patrzę na mój egzemplarz książki Michała Olszewskiego, pozaginany podwójnie, rożki górne i dolne. Co tu wybrać.

"Zgubiłem się po raz kolejny, bo przed oczami miałem ubiegłe dwa dni z niebem koloru betonowej wylewki, dni jak bryły żelbetu, w których nieporadnie wyrzeźbiono równiny krajobrazu".

W domu czytamy sobie na głos przed zaśnięciem. Tzn. ja poczytuję, Tomi słucha. Podczas lektury "Zapisków..." odpływał po pierwszym akapicie. Ale nie dlatego, że książka jest nudna. Słowa w niej mają swój własny rytm, jednostajny, nieprzerywany nagłymi zwrotami akcji, kołyszą do bezbarwnych, rozmytych snów. 

"Betonowe nabrzeże popękane od starości, czerwona cegła z rozbiórek poniemieckich domów pod wodą. Cyganie obozujący na trawnikach, zapach smażonych płotek. Pijacy (...). Bura, nieprzyjazna woda, szlam, niedaleko budyneczek przepompowni, która wpychała ścieki bezpośrednio pod jezioro. Lód".

W poezji uwielbiam to, że w każdej chwili mogę sięgnąć po dowolny tom, otworzyć na chybił trafił, przeczytać, zachwycić się zamkniętą całością, ograniczoną do jednej kartki papieru i odłożyć, zaspokoiwszy głód pięknych słów. Niewiele jest podróżniczej prozy, którą da się czytać jak poezję. Do głowy przychodzą mi moje ukochane Lapidaria Kapuścińskiego. Teraz dołączyłam do nich "Zapiski...". 

Michał Olszewski przemierza Polskę podmiejskimi pociągami, pekaesem, autostopem. W krótkich rozdziałach podtyka nam pejzaże widziane zza brudnej szyby. Wydobywa subtelne piękno z brzydoty małych miasteczek, z szarości blokowisk, z zatęchłych barów. To w większości nie są turystyczne rewiry, nie znajdziecie tu zachwytów nad pięknem Tatr czy klifami w Jastrzębiej Górze. To są trasy dla uważnych i gotowych na kolejny stopień wtajemniczenia. 

"Przekonuję więc sam siebie, że takie wyprawy mają sens.Że intensywne uczestnictwo w (...) jeździe przez Kraków-Płaszów przynosi równie dużo pożytku co zwiedzanie Tadż Mahal, a myjnia bezdotykowa pod Łomżą prowokuje do wędrówki intelektualnej równie wymagającej co katedry Tuluzy. Udaje mi się coraz lepiej".

Ironia, cierpkie poczucie humoru i sarkazm. Bez nich nie ma dla mnie książki idealnej. Tutaj składniki te dozowane są umiejętnie i z wyczuciem. Autor bawi się słowami, wyławiając z krajobrazu polskie, językowe koszmarki, jak dworcowy napis "Tłuszcz przeprasza za debili" czy "Zakłady mięsne Exodus". Ile razy sama miałam zamiar zacząć prowadzić podobne notatki, zanim wszystko przykryje jednostajny beżyk świeżej farby i takie same w całym kraju szyldy żabo-biedronek.

"Ten świat właśnie ma się ku końcowi i nie ma powodu, by dramatyzować. Takie są podobno prawidła rozwoju. Oto pragmatyczny koniec prywatnego pejzażu: obwodnica, wysypisko śmieci, stacja benzynowa. Noc nareszcie oswojona".

I jeszcze fotografie. Czarno-białe, Szarość na szarym tle. Ubytki, braki, niedociągnięcia. Bardzo mało optymizmu. Cudne. 
A jednak nikt, moim zdaniem, od dawna tak pięknie o Polsce nie pisał. Tyle w tych słowach czułości i wyrozumiałości. Nic bym w tej książce nie zmieniła, ani jednego słowa.  

Jak zauważa w notce umieszczonej na tylnej stronie okładki K. Masłoń z Rzeczpospolitej, proza Michała Olszewskiego jest "artystycznie doskonała, formalnie nienaganna, a tematycznie niesłychanie istotna". Nic dodać, nic ująć. Dla mnie mistrzostwo, bo jak pisał Stanisław Grochowiak:

"Wolę brzydotę
Jest bliżej krwiobiegu
Słów gdy prześwietlać
Je i udręczać

Ona ukleja najbogatsze formy..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com