04.01.2012

Pustynia Sonora: Saguaro National Park oraz Organ Pipe Cactus National Monument


Sonoran Desert, rozległa i gorąca pustynia obejmuje zachodnie tereny graniczne między USA, a Meksykiem. Wracając na wybrzeże z Phoenix w Arizonie, postanowiliśmy nadłożyć trochę trasy i zamiast autostradą, wrócić drogami pogranicza. Ponieważ mieszkając w Kalifornii staliśmy się wielkimi fanami pustyń i pustynnej roślinności, bardzo nam zależało, żeby zobaczyć skupiska olbrzymich kaktusów ujęte w ramy Parku Narodowego Saguaro. Nie przypuszczałam, że kaktusy mogą być aż tak ogromne!!!

Natura jest perfekcyjna
Ilekroć zastanawiamy się, za czym będziemy najbardziej tęsknić po powrocie do Polski, zawsze na pierwszym miejscu wymieniamy olbrzymie, otwarte przestrzenie, nietknięte cywilizacją.

Diabeł tkwi w szczegółach

A tak wygląda las kaktusów saguaro widziany z góry.

W naszym osobistym rankingu najpiękniejszych zachodów słońca prym wiedzie Arizona.

Najpierw niebo robi się lekko różowe...

...by chwilę później skąpać wszystko w złocie. Zachód słońca, który widzieliśmy tego dnia nad pustynią Sonora, był jednym z najpiękniejszych w moim życiu.
Droga przez pustynię Sonora o zmierzchu.

Zachód słońca był cudowny, natomiast ranek zaskoczył nas deszczem
Taki widok nie trafia się zbyt często:)

Kolory na pustyni są przygaszone, przykurzone, tym piękniej i wyraźniej odcina się nad nimi tęcza.

Jeżdżąc po pustyniach, w wielu miejscach widzieliśmy znaki ostrzegające przed tzw flash flood, czyli powodziami błyskawicznymi. Przyznam, że trochę je bagatelizowaliśmy, a nawet naśmiewaliśmy się z przezornych (przewrażliwionych) Amerykanów. Do czasu...

Woda w takich obniżeniach terenu płynie całkiem wartko i jest dość głęboka. Dodam jeszcze, że po tym regionie chętnie jeżdżą harleyowcy. Tego dnia też mijaliśmy kilku takich, którzy wolniutko, metr po metrze, starali się pokonać zalane odcinki.


Przez granicę z Meksykiem szmugluje się nie tylko narkotyki, ale i nielegalnych imigrantów. Przypomina mi się scena z Arizona Dream, kiedy ojciec bohatera granego przez Deppa, jako strażnik graniczny, codziennie zagrabiał piaszczyste drogi, żeby po nocy, na piasku, wyłapywać ślady meksykańskich stóp. Tutaj mamy przykład bardziej nowoczesnych metod. Na drodze minęliśmy kilka takich punktów kontrolnych. Strażnicy byli nieustannie zdziwieni, kiedy na ich retoryczne ( w ich mniemaniu) pytanie o to, czy jesteśmy obywatelami US, odpowiadaliśmy "nie". Raz nawet trafił nam się celnik, którego rodzice pochodzili z Lublina:)

A tutaj jeszcze smaczek z gatunku, jak to określiła ostatnio ładnie Karolina, czego te Amerykańce nie wymyślą. Przydrożna garbuso- tarantula.
  
Charakterystyczny przydrożny widoczek, skrzynki na listy, a każda inna.

Jedziemy sobie pustynią, a tu nagle dyniowe pole, znak, że opuszczamy Arizonę i wracamy do Kalifornii:)

3 komentarze:

  1. można z takich dyni zrobić wiele fajnych potraw....np. zupa krem, albo placki dyniowe, albo pasztet z dyni..:)szkoda, że nie wzięliście 1 wolnej (nie koniecznie największej sztuki)

    OdpowiedzUsuń
  2. Musielibyśmy mieć foremki, miksery i inne bajery...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham pola dyniowe!!!:)) buziaki,dada.

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com