18.11.2012

Kto pyta nie błądzi 3 (konto bankowe)

Chciałbym się zapytać jak wygląda sprawa założenia konta bankowego w stanach?
Czy Polak może coś takiego zrobić na paszport (bez posiadania Driving License)?
Jakich opłat można się spodziewać?
Na co można się naciąć?
Czasami zdarza się, że potrzebuję wysłać lub odebrać pieniądze ze Stanów i takie konto pomogłoby mi zaoszczędzić trochę na przelewach międzynarodowych.
Jak wygląda sprawa z kartami kredytowymi?
Rozważałem Citibank, ponieważ ma oddziały w Polsce. Jaka jest Wasza opinia?

Ponieważ jeden z Czytelników zwrócił nam uwagę, że zawarte tu informacje mogą wprowadzać w błąd, chciałabym już na początku uściślić. Post nie dotyczy zakładania konta na wizie turystycznej!!!
[M] Już z Polski próbowaliśmy założyć konto w Citi. Z całą masą problemów. Generalnie nie mamy z tym bankiem dobrych doświadczeń. Kupując różne rzeczy w Stanach, obracaliśmy kasą tylko i wyłącznie przez PayPal. Stany to w porównaniu z Polską wykopalisko archeologiczne bankowości. Przelewy między osobami prywatnymi prawie nie występują i są drogie. W użyciu jest właśnie PayPal, czeki oraz gotówka:)))
Jeśli zaś mówimy o sprawach, na które warto uważać. Często występują fraudy/scamy, czyli przekręty, naciągania, nadużywania naszych kart. Ponieważ w wielu miejscach podajesz np przez telefon numer swojej karty, może się okazać, że zostanie ona "przypadkiem" obciążona zakupami, których nie zrobiłeś. My np pewnego pięknego dnia zobaczyliśmy na wyciągu, że zakupiliśmy płyty DVD Disneya za jakieś 100$:) W tym wypadku Citi stanął na wysokości zadania, błyskawicznie przysłał nam nową kartę (za darmo), a także oddał nam pieniądze za tę dziwną transakcję. Trzeba uważać, szczególnie korzystając z nie-sieciowych maleńkich stacji, sklepików itd itp. W miejscach, które nie wzbudzały zaufania płaciliśmy gotówką.

[T] Jeśli chodzi o konto bankowe to ja zakładałem w Citi Banku (Global Account). Było to specjalne konto dla pracowników globalnych (wiza L na 3 lata!!!). Z założeniem miałem wiele problemów i procedur (gdyż załatwiałem to jeszcze z Polski), a gdy po miesiącu się okazało, że firma nie pokrywa kosztów utrzymania rachunku ($30 za miesiąc), zrezygnowałem i zostałem przy zwykłym koncie osobistym.
Moi koledzy, którzy do Stanów wyjechali niedawno, zakładali konto w Bank Of America na miejscu (w Virginii) i dokonali tego bez problemu od ręki, tylko na paszport (Wiza L na 5 lat).
Trudno mi określić co może Ci się przydać, albo czego dokładnie będą wymagać przy otwieraniu konta, ale na pewno warto mieć:
- paszport z amerykańską wizą,
- adres na który będzie wysłana karta debetowa (najlepiej jak masz rachunek, umowę najmu, cokolwiek bardziej oficjalnego co potwierdzi, że mieszkasz pod danym adresem),
- jakiś dowód tego, że będziesz miał wpływy (to chyba nie jest dokument konieczny, jednak często wymagany, aby utrzymanie rachunku było darmowe, musisz dokonywać jakiegoś minimalnego wpływu co miesiąc).
Najlepiej skontaktować się jeszcze z Polski z bankiem i zapytać (pamiętam, że np w przypadku Citi chciano od nas potwierdzenia prowadzenia przez ost. 3 lata w Polsce rachunku, z utrzymywanym minimalnym saldem w wysokości kilku tysięcy złotych, to było 2 lata temu, więc może teraz mają bardziej ludzkie procedury...)
Najpopularniejsze w naszym regionie były:
Bank internetowy (darmowy, o ile zakładasz w nim rachunek maklerski (też darmowy)), tylko musisz mieć adres i chyba Social Security Number
Oczywiście konto bankowe to nie kawa, którą kupujemy często i w różnych miejscach, więc możemy się wypowiadać, jak specjaliście, gdzie jest dobra, a gdzie nie ( w Ameryce w 90% ta druga opcja:))) Dlatego będziemy wdzięczni wszystkim, którzy mieli jakieś inne doświadczenia z pozostałymi bankami i którzy zechcieliby się z nami podzielić swoimi wrażeniami.

Pierwszą część porad praktycznych znajduje się pod tym linkiem, 2 część, dotycząca kosztów jedzenia znajduje się tu. A tu pisaliśmy o kosztach samochodów i ich utrzymania. O tym jak skalkulować koszty podróży po USA pisaliśmy natomiast tutajCeny nieruchomości znajdziecie tutaj. A dokładny koszt produktów spożywczych tutaj.
Cały zestaw postów nie-turystycznych otrzymacie klikając na tag "porady praktyczne" (zestaw tagów znajduje się pod każdym postem).

14.11.2012

Kto pyta nie błądzi 2 (koszt podróży)

Dziś list nr 2, a dokładniej zawarte w nim pytania:


Ile trwała wasza podróż po USA? 

W Stanach spędziliśmy prawie 2 lata, ale oczywiście nie przez cały czas podróżowaliśmy. Staraliśmy się maksymalnie wykorzystać weekendy, święta i urlop. A na koniec odbyliśmy jeszcze trwającą ponad 2 miesiące objazdówkę po całych Stanach.


Gdzie pracowaliście? 

Ja nie pracowałam wcale, natomiast generalnie cały wyjazd był wynikiem przeniesienia Tomka z oddziału polskiego jego firmy do oddziału kalifornijskiego. Taka wymiana wewnątrz korporacji. Branża finansowa:)


Skąd zdobyliście na to wszystko pieniądze? 

Wynagrodzenie Tomka w połączeniu z oszczędnością pozwoliło nam żyć na przyzwoitym poziomie, starczyło też na podróże. Oszczędność i gospodarność to w tym wypadku słowa klucze:)


Planuję w przyszłym roku wyjazd na 2-3 tyg. do Miami, głównie za moją drużyna NBA. Z jakimi kosztami mogę się liczyć? Chciałbym poznać kulturę USA, zrobić mega zakupy itp. Moglibyście mi pomóc zrobić kosztorys?

Polecam lekturę naszego postu o kalkulacji kosztów podróży, myślę, że nic więcej sensownego w tym temacie nie mam do dodania. Pytanie Twoje jest tak ogólne, że równie dobrze mógłbyś nas zapytać ile kosztuje samochód, bez wnikania w rocznik, markę itd itp:) 
Nie wiem gdzie zamierzasz spać (na plaży za darmo, obskurny motelik od 30$ w górę, pole namiotowe 10-30$). 
Czym się przemieszczać (stopem za darmo, komunikacją publiczną-nie mam pojęcia, nie korzystałam nigdy, wynajętym autem 30-100$ za dnień, w zależności ile benzyny będziesz przepalał, jaki wariant ubezpieczenia wybierzesz, jaki typ auta- economy, compact, suv...). 
Co znaczą dla Ciebie mega zakupy... 
Dużym wydatkiem będą dla Ciebie wejścia na mecze NBA. Mecze, koncerty, wystawy- to jest drogie, droższe niż w Pl.
Powiem tak, znam osoby (pozdrowienia dla Maćka M., które przejechały US nie ponosząc praktycznie żadnych kosztów. My jesteśmy podróżnikami low costowymi, nie no costowymi i na naszą dwójkę przyjmowałam zawsze do kalkulacji dniówkę w wysokości 100$ (30$ benzyna, 30$ nocleg, 20$ jedzenie, 20$ wstępy, pamiątki). Wiadomo, były dni, że wydaliśmy 20$ na dwie osoby, szczególnie, jeśli dużo czasu spędzaliśmy w parkach narodowych, ale potem jechaliśmy "do miasta", szliśmy do muzeum, opłacaliśmy motel, szliśmy zjeść coś innego niż chińską zupkę i okazywało się, że 100$ rozpływało się w powietrzu.
Najlepiej ustal sobie wstępny plan trasy, wejdź na stronę priceline.com, zobacz ile kosztują noclegi w danych miastach, ile kosztuje wynajęcie auta, które by Cię zadowoliło, zerknij sobie na ceny biletów na mecze, dodaj po min 10$ na jedzenie na dzień (to jest bardzo mało, jeśli chcesz się żywić na mieście, ale wykonalne) dodaj 20% "na wszelki wypadek lub wyjątkową okazję", dodaj pulę na zakupy i voila. 
Pamiętaj o ubezpieczeniu zdrowotnym na wyjazd, bo niespodziewana wizyta u lekarza może wyczerpać twój fundusz...

Pierwsza część porad praktycznych znajduje się pod tym linkiem, 2 część, dotycząca kosztów jedzenia znajduje się tu. A tu pisaliśmy o kosztach samochodów i ich utrzymania. O tym jak skalkulować koszty podróży po USA pisaliśmy natomiast tutajCeny nieruchomości znajdziecie tutaj. A dokładny koszt produktów spożywczych tutaj.
Cały zestaw postów nie-turystycznych otrzymacie klikając na tag "porady praktyczne" (zestaw tagów znajduje się pod każdym postem).

Miami

11.11.2012

Kto pyta nie błądzi 1 (wynajęcie mieszkania)

Drodzy Czytelnicy! 
Sprawa wygląda następująco. Ostatnio nasililiście swoją aktywność polegającą na wysyłaniu do nas maili dotyczących spraw wszelakich, z tego powodu bardzo się cieszymy. Dobrze wiedzieć, że blog odwiedza coraz więcej osób i że możemy komuś pomóc. Tematyka maili często jednak bywa podobna, więc (mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu) Wasze maile i nasze odpowiedzi będą trafiać na łamy bloga. Może pozwoli to zaoszczędzić nam i Wam troszkę czasu. No i nie będziemy się musieli powtarzać:) Bez obaw, treść maili zostanie między nami, na bloga trafią tylko suche pytania, bez zbędnych szczegółów. Dodatkowo polecam funkcję wyszukiwania na blogu, okienko znajduje się na samym dole strony, niestety nie wiem jak przesunąć je na górę... Na początek kilka pytań dotyczących wynajmowania mieszkań w Kalifornii.

Przeszukiwałam mieszkania przez stronę www.craigslist.org i cena jaką płaciliście wydaje mi się dość  atrakcyjna.
Za mieszkanie płaciliśmy 1250$ + rachunki. Było to lokum w układzie pokój+sypialnia+mały loft. Biorąc pod uwagę ceny na Manhattanie (1800$ za kawalerkę) cena jest faktycznie atrakcyjna. Jeśli jednak porównywać ją z cenami w innych częściach US, czy też nawet z innymi miejscowościami w Orange County, jest dość wysoka. Wszystko zależy od "prestiżu" lokalizacji i standardu mieszkanka. Czasem w miasteczku położonym kilka mil dalej ceny będą zupełnie inne, warto poszukać. Może dostajesz wyższe ceny, bo chcesz coś zarezerwować tylko na kilka miesięcy? W Stanach ludzie dzierżawią nieruchomości całymi latami, każda zmiana lokatora wiąże się z gruntownym czyszczeniem, praniem wykładzin itd, pewnie właściciele wliczają to sobie w cenę. My, wynajmując na półtora roku, mogliśmy się troszkę targować.

Ile czasu (dni) zajęło Wam znalezienie mieszkania?
Przez pierwszy miesiąc Tomek mieszkał w takim apartamencie wynajmowanym dla niego przez pracodawcę. W międzyczasie, po pracy, jeździł oglądać różne domy, które wyszukiwałam mu przez craigslist lub strony agencji nieruchomości. Znalezienie tego jedynego zajęło nam ok 2 tyg, w tym czasie Tomi obejrzał ok 15 mieszkań.

Czy lepiej wynajmować bezpośrednio od "ownera" czy przez jakąś agencje, czy agencja pobiera za to prowizję?
Zawsze lepiej od ownera. To samo tyczy się kupna samochodu. Aczkolwiek wówczas asortyment mocno się zawęża, bo Amerykanie najczęściej korzystają z pomocy specjalistów, nie mam tu na myśli jedynie sprzedaży domów. Jeśli Ty zlecisz agencji znalezienie dla Ciebie domu, Ty zapłacisz prowizję, jeśli natomiast ktoś zleca znalezienie chętnego na jego mieszkanie, to właśnie on płaci prowizję. Ale umówmy się, to zawsze jest w jakiś sposób wliczone w cenę.
Najwięcej ofert w Orange County pochodziło od korporacji mieszkaniowych. Wyglądało to tak, że całe osiedla były budowane przez np. Irvine Company. Na każdym osiedlu było tzw. Lease Office, gdzie można było się udać w celu otrzymania informacji, które mieszkania są wolne, jaka jest wysokość czynszu i dodatkowych opłat oraz jakie są wymagane dokumenty do zawarcia umowy. Różnica polega na tym, że z bezpośrednim właścicielem można negocjować i się dogadać, zaś w takiej korporacji, po drugiej stronie biurka siedzi pracownik, który nie ma wiele do powiedzenia w kwestii stawek.

Jak jest jeżeli chodzi o potrzebne dokumenty - w ogłoszeniach jest wymóg credit history + credit score - oczywiście takich dokumentów nie mam, co w takim układzie?
Tutaj nie potrafię Ci pomóc. Od nas nikt takich dokumentów nie wymagał. Być może zostaniesz poproszona, aby ktoś na miejscu za Ciebie poświadczył (słyszeliśmy o takich historiach). Przyda się też pewnie potwierdzenie zarobków od pracodawcy. Najlepiej pytać w konkretnej agencji czym można ten wymóg zastąpić. Amerykanie to bardzo pomocni i uprzejmi ludzie, na pewno wspólnie coś wymyślicie. Przed wprowadzeniem się musieliśmy zapłacić za miesiąc z góry + depozyt (1250$) oraz depozyt za klucze (200$). Z tego co wiemy, to w NYC chcą jeszcze oprócz tego opłaty brokers fee, wówczas cena na start jest jeszcze wyższa. Jak widzicie, zanim dostaniecie pierwszą wypłatę, będziecie potrzebowali sporo gotówki na start:(
Z tego co się orientujemy Credit Score tworzony jest na podstawie danych dostępnych o naszych finansach. Niestety, gdy przeprowadzasz się do USA z innego kraju, nie posiadasz jeszcze Social Security Number (po którym m.in. analizują historię kredytową), historii płatności kartą kredytową, zapisów na koncie w banku, rachunków za media, itp. Jedyną zatem opcją jest przekonanie drugiej strony transakcji, że jesteś uczciwym odbiorcą, którego stać na daną usługę (tu zaświadczenie o zatrudnieniu może pomóc).

Czy jest w ogóle opcja żeby już mieć coś zarezerwowanego przed wyjazdem?
Nie próbowaliśmy nawet czegoś takiego robić. Nie mieliśmy potrzeby. Rozejrzyjcie się za takimi apartamentami wynajmowanymi np na miesiąc, będziecie wówczas mieli czas, żeby spokojnie się rozejrzeć. Zawsze można też wynająć pokój w motelu niższej klasy, jeśli komuś zależy na jak najniższym koszcie. Wiadomo, że na zdjęciach można wszystko pięknie przedstawić, a nie chcielibyście chyba zdeklarować się na dłuższy najem czegoś, co na miejscu okazałoby się kompletną porażką. 

Z tego co zrozumiałam mieszkaliście w takim niby resorcie, nie wiem dlaczego ceny wynajmu na takim osiedlu są dużo niższe niż poza?
Prawdę mówiąc, nie do końca rozumiem pytanie... Najpierw wynajmowaliśmy, a właściwie pracodawca nam wynajmował apartament. To jest znana sieć, może znajdziesz coś w swojej okolicy (www.oakwood.com) To miejsce było czymś w rodzaju hotelu, ale raczej najmowanego na tygodnie niż na  dni [Stawka dzienna przy miesięcznym wynajmie wynosiła $130]. Była tam kuchnia, pralka itd. Co kilka dni ktoś wpadał posprzątać. Następnie mieszkaliśmy w condo, czyli takich szeregowych domkach. Tam zajmowaliśmy jedno z mieszkań. Każde takie osiedle (community) ma swój basen, siłownię i jakieś boisko. Trudno to nazwać resortem. Z perspektywy naszego smutnego kraju pewnie tak, tam jest to zupełnie przeciętna miejscówka. Może dlatego też ma przyzwoite ceny?

Nasz resort:)
A tak wyglądał budynek, w którym Tomi mieszkał przez pierwszy miesiąc.

Pierwsza część porad praktycznych znajduje się pod tym linkiem, 2 część, dotycząca kosztów jedzenia znajduje się tu. A tu pisaliśmy o kosztach samochodów i ich utrzymania. O tym jak skalkulować koszty podróży po USA pisaliśmy natomiast tutaj. Ceny nieruchomości znajdziecie tutaj. A dokładny koszt produktów spożywczych tutaj.
Cały zestaw postów nie-turystycznych otrzymacie klikając na tag "porady praktyczne" (zestaw tagów znajduje się pod każdym postem).

31.10.2012

Halloween w Honolulu

Halloween na Oahu
Rok temu spędzaliśmy Halloween na Hawajach. A konkretnie na wyspie Oahu, w mieście Honolulu. Wieczorem, na jednej z głównych ulic zgromadził się barwny tłum przebranych ludzi. Byli tam "wszyscy". Od Kapitana Ameryki, przez Che Guevarę, na Angry Birds kończąc. Amerykanie to nie jest naród, który będzie się ograniczał do standardowych w takich okolicznościach przebrań wilkołaków, wampirów, duchów i czarownic, choć tych oczywiście także mnóstwo błąkało się po ulicach w tę ciepłą październikową noc. W chaotycznym, rozbawionym tłumie nie potrafiliśmy zrobić jakichś sensownych zdjęć, ale co mamy to pokażemy:)



Nasz faworyt: facet w łóżku:)
Na drugim planie- Edward Nożycoręki
Jack z Nightmare before Christmas
Tomi od dziecka marzył, by mieć fotkę z Kapitanem Ameryką i voila!



17.10.2012

Wyrobienie polskiego prawa jazdy na podstawie amerykańskiego prawa jazdy

Miało być tak pięknie, a jest jak zwykle. 

2 lata spędzone w Kalifornii uśpiły moją czujność względem urzędów, urzędników i w ogóle wszystkiego. Więc zapewnienia Miłego Pana z łódzkiego Wydziału Praw Jazdy i Rejestracji Pojazdów, w sprawie procedury wyrobienia polskiego prawa jazdy na podstawie kalifornijskiego, wzięłam za pewnik i dobrą monetę. A brzmiały one tak: Musi pani wnieść opłatę za egzamin teoretyczny, zdać go, wypełnić formularz i czekać na wydanie dokumentu. 
-To tyle? zapytałam z niedowierzaniem. 
-Tak! odpowiedział Przesympatyczny Pan z szerokim uśmiechem. 

Ale zacznijmy od początku. Dopóki mieszkaliśmy w Polsce, nie chciałam i nie potrzebowałam prawa jazdy. Zdecydowanie bliższy jest mi rower. Ale w Stanach, szczególnie na zachodnim wybrzeżu, nie da się funkcjonować bez samochodu, więc chcąc nie chcąc prawko zrobiłam. Znalazłam w sieci informację, że takie amerykańskie prawo jazdy bez problemu można w kraju "przerobić" na polskie. Problemy, jak się okazało są i to niemałe. 

Zadzwoniliśmy dziś do w/w urzędu, by dowiedzieć się, czy na egzamin z teorii mogę umówić się przez telefon, czy też muszę się zjawić osobiście. Przy okazji postanowiliśmy potwierdzić uzyskane wcześniej info dot. procedur. No i się dowiedzieliśmy. I ręce nam opadły. Od czego by tu zacząć...

1. Posiadając amerykańskie prawo jazdy nie mogę prowadzić samochodu w Polsce (do tego potrzebne jest specjalne amerykańskie-międzynarodowe prawko, wyróbcie je sobie w waszym DMV przed powrotem do Pl).

2. Wystąpić o polskie prawo jazdy mogę dopiero po upływie pół roku od powrotu do kraju. Inaczej mówiąc, nie posiadając międzynarodowego dokumentu, przynajmniej przez pół roku jestem uziemiona.

3. Po 6 miesiącach spędzonych w Polsce mogę zacząć całą procedurę. A właściwie nie ja, tylko Urząd. To jest moja ulubiona część:

4. Wydział Praw Jazdy na mój wniosek występuje do DMV (Department of Motor Vehicles), który wydał mój aktualny dokument z prośbą, o potwierdzenie danych itp itd i czeka na odpowiedź...

5. i czeka...

6. i czeka...

7. Jak, z rozbrajającą szczerością, mnie poinformowano, ściągalność tego typu dokumentów wynosi 0% (ciekawe czemu... pomyślmy... hmmm.... może np dlatego, że za wydanie takiego dokumentu trzeba uiścić opłatę w wysokości bodajże 15$ i przelać ją z amerykańskiego konta? Tak, to może być to).

8. Po bliżej nieokreślonym czasie oczekiwania Pan Kierownik daje mi zielone światło, żebym sama się o taki kwitek wystarała. Mimo iż od początku wiadomo, że oni sami go nie załatwią, nie mogę zacząć się o niego ubiegać wcześniej. Były przypadki, jak nas poinformowano, odrzucania takich wniosków z datą wcześniejszą niż zgoda urzędu, także nie wchodzi w grę załatwienie dokumentu w Stanach i przywiezienie go do Pl.

9. Wysyłam do DMV prośbę, płacę i czekam. W tym czasie nie mogę zlikwidować amerykańskiego konta którego utrzymanie kosztuje nas 20$/m-c. A cała procedura może trwać wówczas już prawie rok. 

10. Kiedy otrzymam dokumenty, zanoszę je, a także kalifornijskie prawko do tłumacza przysięgłego. Płacę.

11. Dopiero wówczas mogę zapisać się na egzamin. 

12. Teraz moja druga ulubiona część: otrzymując krajowe prawko muszę oddać to ze Stanów. Wg polskiego prawa nie mogę mieć 2 dokumentów wydanych na podstawie 1 egzaminu. Albo albo. Problem w tym, że w Stanach nie uznają naszego prawka, zarówno krajowego jak i międzynarodowego. Czyli jeśli wrócę do Stanów (jako rezydentka, nie turystka), nie będę mogła teoretycznie prowadzić samochodu. Od nowa trzeba będzie powtórzyć całą procedurę. Pani z Wydziału uprzedziła mnie także, że z dniem 19.01.2013 ustawa się zmienia i być może to wszystko co właśnie mi powiedziała nie będzie już miało zastosowania. 

Jest oczywiście "prosty" sposób jak tego wszystkiego uniknąć. Zapisać się na kurs, a następnie zdać egzamin z teorii i praktyki...

Stay tuned, the battle has just begun...

cdn...

O tym jak wygląda procedura zdawania prawa jazdy w USA pisaliśmy tutaj.
O kosztach eksploatacji i kulturze samochodowej pisaliśmy w tym miejscu.



08.10.2012

Historic Columbia River Highway, Oregon

Prosto z Crater Lake National Park skierowaliśmy się na północ Oregonu, żeby przejechać historyczną szosą nr 30, wiodącą wzdłuż rzeki Columbia. Okolica faktycznie piękna, ale bliskość ruchliwej drogi i torów kolejowych nieco psuje efekt. Naszym celem był wodospad Multnomah. Dwie potężne kaskady z urokliwym mostkiem. Cudowne! 

Dla podróżujących z namiotem dobra rada, mieliśmy wielki problem ze znalezieniem pola namiotowego. Na wszystkich czynnych położonych wzdłuż drogi przyjmowano jedynie RV. Sprawdźcie sobie wcześniej, gdzie można biwakować w okolicy, nam udało się znaleźć coś dopiero za Portland, za granicą stanu Waszyngton i zdecydowanie nie była to ani tania (30$) ani miła miejscówka. Jeden z tych obskurnych RV Parków, w których mieszkają w przyczepach long term residents. Było bardzo brudno i nie czuliśmy się tam zbyt bezpiecznie.







Multnomah Falls











Opuszczamy piękny Oregon

24.09.2012

Livin' on the edge - Crater Lake National Park


Po deszczowej nocy nastał piękny, słoneczny poranek. Jedziemy cudną drogą, pośród lasów, brzegiem rzeki. Jedyne co nas niepokoi, to liczne pługi, które wciąż nas mijają... 
Kiedy 3 dni temu opuszczaliśmy Kalifornię, na dworze było 31'C, dziś termometr pokazuje ledwie 8'C.  Nasz cel to Crater Lake National Park
No tak, kolejny stan na naszej drodze, wrzucamy więc mapkę poglądową oraz dokładamy krótką anegdotkę. Otóż wiedząc, że w Oregonie benzyna jest tańsza, dojechaliśmy na oparach do pierwszej stacji, tuż za stanową granicą. Podział obowiązków jest u nas prosty, Tomi zalewa, ja myję szybki. Podchodzi do nas Pracownik stacji i pyta, czy szukamy zatrudnienia...  Długo nie mogliśmy dojść o co mu chodziło, jakiś regionalny żart czy co? Dopiero po jakimś czasie przypomnieliśmy sobie, że Oregon to TEN stan, w którym nie wolno samemu zatankować paliwa... 
Oregon- pierwsze wrażenie- jeden wielki las. Samochody nie tak ekskluzywne, jak w SoCal, ludzie poubierani na dużym luzie, w wytarte dżinsy i sprane koszulki, nie w dizajnerskie koszulki i dżinsy, które mają wyglądać na stare i sprane:) Swojscy i serdeczni. Podoba nam się tu. 
Wkrótce staje się jasne, po co te wszystkie pługi... 

Przez olbrzymie zaspy przekopano jedynie drogę dojazdową do punktu widokowego na Crater Lake, zadbano też o to, by śnieg pozostał biały...

Powiem tak, nigdy w życiu nie widziałam takich zasp...
Bez większego problemu można sobie było wejść na dach dwupiętrowych budynków!

A samo Jezioro Kraterowe? Przepiękne! Po lewej stronie widać Wizard Island, czyli wysepkę- stożek wulkanu, który powstał po utworzeniu kaldery (mniej więcej 7700lat temu)
Jezioro wypełnione jest krystalicznie czystą wodą, powstałą z topniejącego śniegu i opadów. Przejrzystość sięga nawet 30 metrów! Jest najgłębszym zbiornikiem w Stanach Zjednoczonych. Zamieszczone zdjęcie z lotu ptaka pochodzi wyjątkowo z Wikipedii. Chciałam Wam pokazać skalę i rozmiar kaldery. 

Niestety z powodu zalegającego śniegu droga wiodąca wokół kaldery była zamknięta. Pozostało nam więc jedynie nacieszyć się widokiem z tego miejsca.
Na noc zatrzymujemy się na campingu w Tumalo State Park. zapowiada się lodowata noc. Gorąca herbatka, gorąca woda do butelek - jako wkład do śpiworów, łapanie odrobiny ciepła przy ognisku...
  
Temperatura w nocy spadła znacznie poniżej zera. Ale w namiociku i naszych super śpiworkach było bardzo przytulnie. Dodatkowo nasz campingowy sąsiad z namiotu obok, wyciągnął  gitarę i do późnych godzin podśpiewywał sobie pod nosem nostalgiczne kawałki. Idealne uzupełnienie wspaniałego dnia.


23.09.2012

Muzyczne podsumowanie lata

1.Silversun Picups - Bloody Marry Kolejny kawałek tej kapeli w naszych sezonowych podsumowaniach. Bo jest tu wszystko. Dziewczyna grająca na basie, chwytliwa melodia i krajobrazy, do których wyrywa mi się serce...




2. Mela Koteluk - Melodia ulotna. Ah jak rzadko zamieszczamy tu polskie kawałki! Tym bardziej się cieszę, że utwór, który za pierwszym przesłuchaniem wzięłam za nowe dokonanie Kasi Nosowskiej, okazał się być zapowiedzią nowej postaci na krajowej scenie. Życzymy sobie więcej takich pozytywnych zadziwień.




3. Taylor Swift - Sparks Fly Ok, śmiejcie się, ale powiemy Wam jedno: Taylor Swift or Die. 




4. Temper Trap - Trembling Hands Tych panów też już raz w podsumowaniu umieściliśmy. Znów doskonała harmonia klipu z muzyką. Piękne zdjęcia zrobione na Kubie (I guess?) posłużyły jako tło interesującej historii. Coraz mniej takich pięknych produkcji.





5. Kings of Leon - Back Down South tę piosenkę po raz pierwszy usłyszeliśmy przejeżdżając przez Rocky Mountaints, jadąc back down south. Miłość od pierwszego odsłuchania. Tak silnie kojarzy mi się z cudnym klimatem południowych Stanów, że słucham jej za każdym razem ze ściśniętym sercem... 



 


6. AC/DC - Thunderstruck Żeby była jasność, film Battleship to porażka:) Obejrzałam go z jednego powodu, który nazywa się Alexander Skarsgård Jeśli nie jesteście fanami przystojnych wikingów, to spokojnie możecie sobie darować tę produkcję:) Ale jest tam jedna patetyczna scena, pod koniec filmu właściwie, kiedy piękny wiking już dawno został zabity przez kosmitów, scena, która tak epatuje wszystkim, co dla Amerykanów ważne, że człowiek z jednej strony chce się roześmiać, z drugiej czuje coś w stylu zazdrości pomieszanej z podziwem. W tle leci AC/DC. Młodzi marines do spółki z emerytami, odpalają stary pancernik by dokopać obcym. W tle powiewa oczywiście metaforyczna flaga. Super:) Scena tak mnie ujęła, że Thunderstruck wpadł niespodziewanie do podsumowania:)


7. L.Stadt - U.F.O Ludzie! Ten kawałek jest tak dobry i tak nie-polski i dlatego może jest tak dobry! Pierwszy krajowy utwór od-no nie wiem- od bardzo dawna, który IMHO ma szansę przy dobrej promocji podbić zagraniczne rynki. Trzymam kciuki za chłopaków z całej siły!!!



8. Na koniec kawałek, który ostatnio zupełnie przypadkiem odkryłam na swojej empetrójce. Foals - Blue Blood. Aktualnie mój numer 1 do jazdy na rowerze.





02.09.2012

Goodbye My Love- Last Day in California


Jadąc na północ od Fortu Ross w stronę Fortu Bragg mijamy mnóstwo szarych, drewnianych posiadłości, idealnie stapiających się z otoczeniem. Droga wije się serpentynami tuż nad brzegiem oceanu. Sielskie domki uczepione skał, widok wart milion dolarów.
Skończyły się palmy i jukki. Drzewa coraz wyższe, bardziej dostojne. Miejscami tworzą sklepienie nad drogą tak jednolite, że GPS się gubi, jakbyśmy jechali tunelem.
Słuchamy radia Mendocino County FM. Stacja gra jakby pod nas, wcale nie ułatwia nam rozstania się z naszym ukochanym kawałkiem Ameryki. Bob Dylan, stare, dobre U2, Bruce. W przerwach nadaje reklamy paszy dla koni:)
Lokalna specjalnością są tzw drzewa "drive thru" Plakaty nie pozostawiają złudzenia o jaki typ atrakcji chodzi. Drive thru należy w tym wypadku rozumieć dość dosłownie. Oznacza to tylko jedno- zbliżamy się do sekwojowych lasów.
Prawdę powiedziawszy, to chcieliśmy tylko zobaczyć z bliska jak takie drzewo wygląda, ale przedsiębiorczy ludzie tak poprowadzili drogę, że nie było już jak zawinąć przed kasą. 
Tak więc chcąc nie chcąc zapłaciliśmy 5$ za możliwość przejechania pod okaleczonym drzewem...
Natomiast za dziesiątaka można było sobie zakupić te oto rachityczne sadzonki. Teraz wystarczy już tylko zasadzić, cierpliwie odczekać tysiąc lat, wyrąbać bramę i już można pobierać po piątce od takich frajerów jak my...

Im dalej na północ, tym gorsza pogoda. Klimat wybrzeża północnej Kalifornii w niczym nie przypomina południa, ale nam się baaardzo podoba.  Miejscami mgła na drodze znacznie ogranicza widoczność.
Kolory nabierają głębi, powietrze cudownie pachnie wilgocią i roślinnością.

Większe wrażenie zrobiły na mnie monumentalne sekwoje z Sequoia NP i Yosemite NP (to troszkę inna odmiana, niż te rosnące na wybrzeżu. Te nadmorskie są mniej potężne, bardziej smukłe, choć również przepiękne).  
Z drzew zwieszają się tu całe girlandy mchu. Przedsmak tego, co zobaczymy na półwyspie Olympic! Nocujemy na drogim (35$), ale bardzo ładnym campingu Jedediah Smith. Gęsty las chroni nas nieco od deszczu.


Eteryczny hiszpański mech

Coś się kończy, coś się zaczyna. Z bólem serca opuszczamy "naszą" Kalifornię.  Z nadzieją, że jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com