26.01.2011

Los Angeles & Orange County Musician’s Swap Meet

Tomi & Chapman Stick no 366

Zgodnie z tradycją, dnia siódmego każdego tygodnia dokonywać należy podróży duchowych. Mając to na uwadze, w minioną niedzielę, udaliśmy się do spreparowanej na kształt średniowiecznych europejskich miasteczek, wioski „Old World Village”, w pobliskiej Huntington Beach. Był tam malowniczy kościółek… Minęliśmy go, by dotrzeć do wejścia malutkiej sali festiwalowej na „Los Angeles & Orange County Musician’s Swap Meet”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza lokalną giełdę muzyczną. 


Dla nieobeznanego z tematem laika, spoglądającego z boku na to wydarzenie, była to po prostu zbieranina długowłosych, wytatuowanych „rockersów”, próbujących spieniężyć pod jednym dachem różnego rodzaju muzyczne perełki. Ja czułem się tam jak dzieciak w sklepie z zabawkami, albo 5-cio latek w „Figloraju”. Fajnie było zobaczyć ludzi, których łączy wspólna pasja – muzyka, to jak spontanicznie jammują na losowo „chwyconych” właśnie instrumentach, czy też rozprawiają nad jakością wykopanego z wielkich pudeł Bootlegu Bruce’a Springsteen’a.

24.01.2011

W górach jest wszystko, co kocham - Big Bear Lake

Najfajniejsze w Kalifornii jest to, że w jednej chwili można się opalać na plaży, a dwie godziny później jeździć na nartach, lub wdrapywać się po śniegu na całkiem spore górki. 

   W sobotę wybraliśmy się do takiego naszego lokalnego resortu narciarskiego i zdobyliśmy nasz pierwszy ośmiotysięcznik (w stopach oczywiście:). Bertha Peak przez Cougar Crest Trail.
Było pięknie, bo:

Oprócz drogi szerokiej 
Oprócz góry wysokiej 
Oprócz kawałka chleba 
Oprócz błękitu nieba 
Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba...

22.01.2011

"Merde! chodzi po ludziach" Stephen Clarke - recenzja

Stephen Clarke
Merde! chodzi po ludziach
W.A.B., 2008

   Kilka lat temu, na fali fascynacji wszystkim co francuskie, sięgnęłam po "Merde! Rok w Paryżu" Stephena Clarke'a. I spędziliśmy razem kilka całkiem zabawnych, lekko strawnych wieczorów. 

Taka książeczka do poczytania np. w tramwaju. Nie trzeba przy niej dużo myśleć, a z tego co francuskie, wiadomo, Polacy lubią szydzić, jak w tych powiedzeniach, że nie kupuje się samochodów na "F" czy, że jedyne co potrafią robić Francuzi, to drogie wina, śmierdzące sery i psujące się samochody. Itd itp. 

19.01.2011

Anaheim Ducks vs Edmonton Oilers czyli jak wygląda mecz hokeja w USA

    Tomi wygrał bilety na mecz hokeja. Dzięki temu moglismy zobaczyć na żywo spotkania Anaheim Ducks z Edmonton Oilers.

   Bardzo chcieliśmy zobaczyć taki meczyk, ale biorąc pod uwagę cenę biletów (94$ za sztukę) i to, że nie zaliczamy się do fanów tańca na lodzie, raczej byśmy się sami z siebie nie wybrali. 
   Korek do Honda Center był większy niż przed koncertem Rogera Watersa, co nas oczywiście strasznie zbulwersowało (a przecież to oczywista oczywistość).    Nawet nie wiedzieliśmy jakie są barwy klubowe, na wszelki wypadek Tomi ubrał się na czarno-biało, a ja na czerwono-niebiesko z nadzieją, że chociaż jedno z nas trafi kolor "naszych" czyli Kaczek. Tomi jako dziecko marzył o czapce Ducksów, więc coś mu się tam kojarzyło, że chyba biały i zielony to odpowiednie kolory... 

Przywilejem dobrych miejsc na meczu jest to, że może zjawić się Pan Kaczka. Tu właśnie Kaczka nadchodzi.
No i proszę. Złapała mnie, a nawet ucałowała mą dłoń

17.01.2011

The Joshua Tree National Park


W '87 roku ukazała się The Joshua Tree, najlepsza, moim zdaniem, płyta w dorobku grupy U2. Więc gdy okazało się, że w Stanach będziemy mieszkać całkiem blisko parku narodowego o tej samej nazwie, wprost nie mogłam się doczekać, żeby na własne oczy zobaczyć słynne drzewka. 


A właściwie wielkie juki. Niektórzy podróżnicy określali je, jako najbardziej odrażające rośliny na Ziemi. Ale podróżującym przez te tereny mormonom, skojarzyły się z wyciągniętymi w stronę nieba ramionami biblijnego następcy Mojżesza, Jozuego, który wprowadził swój naród do Ziemi Obiecanej. Rośliny, które tworzą tu całe lasy, wzbudzają mieszane uczucia, przerażają i przyciągają. Nie dziwię się, że tak zahipnotyzowały chłopaków z U2. 



 "I'll show you a place high on a desert plain
Where the streets have no name"
U2

13.01.2011

Czym się różni platan od banana

Platan czyli prawie jak banan. I zgodnie ze sloganem reklamowym i tym razem prawie zrobiło wielką różnicę. 

Platana w sklepie wyszukał Tomi. 
-Ej zobacz jakie fajne, wielkie, zielone banany!
-Ale to nie banany.
-No jak nie, jak tak. Jak to wygląda?
-No jak banan, ale napisali, że to platan. 
-No ale ja chcę spróbować.
No i spróbował. A po minucie przeżuwania wypluł. Sięgnęłam więc po niezawodną w takich wypadkach książkę kucharską warzywno-owocową, którą podarowali nam swojego czasu Magda z Maćkiem. Książka jest niezawodna, bo jest po angielsku. I to bardzo ułatwia nam konstruowanie listy z zakupami:)
Znajduję dział o bananach. Jest i platan. 


12.01.2011

Dlaczego robimy zakupy u Azjatów i Latynosów

A o to 5 powodów, dla których wolimy chodzić do supermarketów w bardziej kolorowych dzielnicach.

1. Bo na wejściu nie oferują chusteczek do dezynfekcji wózków. W innych sklepach i owszem. Nigdy z nich nie korzystamy, no bo nie oszukujmy się, rok temu siedzieliśmy na chodnikach na indyjskich peronach pośród szczurów, plwocin i śmieci, a teraz wielcy państwo brzydzą się wózka dotknąć, hę?

11.01.2011

Koliber, czyli co znalezłam na balkonie


Oto on, koliber. Usłyszałam tylko uderzenie w szybę, wychodzę na balkon, a tu kurczę leży taka drobina powykręcana na podłodze... Ale mruga, oddycha, serduszko mu wali jak szalone. 


Podeszłam do sprawy profesjonalnie, bo nie wiem czy słyszeliście, ale tu w Stanach ostatnio mnóstwo martwych ptaków spada z nieba w niewyjaśnionych okolicznościach. Ubrałam więc gumowe rękawiczki, wzięłam pudełeczko, już się nawet zastanawiałam, czym go będę karmić podczas rekonwalescencji, ale najwyraźniej ptaszek był tylko lekko zdezorientowany i ogłuszony, powoli się ogarnął, grzecznie zapozował i po jakimś kwadransie odleciał. 

10.01.2011

07.01.2011

Noworoczne paczki

   Nowy Rok przyniósł nam dwie paczki. Nawet nie wiem, która mnie bardziej ucieszyła:)

   W jednej znajdowała się moja nowa, cudna zabaweczka, piękny kompakt ze szkłem Leica. Bardzo mi takiego maleństwa brakowało.

   A drugi pakunek to paczka żywnościowa od mojej Mamy:) Oczywiście w tej Ameryce mają wszystko, ale na naszej wsi sklepu z ekologiczną żywnością jeszcze nie odnaleźliśmy, więc Mamusia przysłała nam (powątpiewając- słusznie- w moje zacięcie kulinarne) kaszę i sosy i zupki różne takie zdrowe:)
   Dziękuję!!!


05.01.2011

Nowy Rok w Death Valley National Park


   Planowaliśmy spędzić tych kilka wolnych dni w San Francisco, ale prognozy pogody na wybrzeżu nie pozostawiały złudzeń: deszcz, zimno, deszcz. Więc nasz wybór padł na Death Valley bo, jak podaje Wikipedia, jest to "najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych miejsc na Ziemi". Zima to szczyt sezonu na pustyni, dni ciepłe, noce bardzo zimne, ale powinno być ok. Pakujemy namiot, śpiworki i w drogę. 



   Pewne wątpliwości pojawiają się gdy zajeżdżamy na stację benzynową, coś kurka zimno... Chcę umyć szyby, ale nic z tego. Woda zamarzła w wiaderku. Jest 15:00, świeci słońce, a tu taki mróz!

   Na camping docieramy po zmroku. Ustawiamy nasze małe autko i nasz tyci namiocik między amerykańskimi przyczepami, wielkości niejednej polskiej kawalerki. Tęsknie spoglądamy na zaradnych Stanowych, którzy przywieźli ze sobą drewno i teraz grzeją się przy ogniskach i grillach (grill jest tak podstawowym udogodnieniem w USA jak toaleta, każde stanowisko campingowa ma własny, nawet kiedy wynajmowaliśmy nasze mieszkanie, nie było w nim pralki, ale był grill...). Niebo jest po prostu srebrne od gwiazd! Zakładamy na siebie wszystkie nasze ubrania i włazimy do śpiworów. Biwakowaliśmy już w minusowych temperaturach, ale tak zimno jeszcze nie było. Zasypiamy. 


Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com