19.12.2011

Boże Narodzenie u Obywatela Kane'a, czyli Hearst Castle w przedświątecznej krasie

Jest taki fantastyczny film Orsona Welles'a z 1941r., który pewnie wielu z was kiedyś oglądało (a jak nie, to idą święta, można nadrobić zaległości:). Klasyka. Ale może nie wszyscy wiecie, że tytułowy Obywatel Kane miał swój pierwowzór w amerykańskim magnacie prasowym. William Randolph Hearst był kosmicznie bogatym i niezwykle charyzmatycznym człowiekiem. Wielkim kolekcjonerem sztuki.
Mniej więcej w połowie drogi między Los Angeles, a San Francisco, na  malowniczym odcinku wybrzeża Pacyfiku, wysoko nad poziomem oceanu, na wzgórzu, wybudował swój "zaczarowany zamek".
Nie znał umiaru w zwożeniu z całego świata "wyposażenia" do swojej posiadłości. Ponoć sprowadzał całe wagony dóbr, jeśli spodobało mu się jakieś pomieszczenie, kupował całe, razem z sufitem i podłogą.


W ten sposób w Kalifornii powstał najbardziej historyczny obiekt, zlepek dzieł sztuki z całego świata.

Hearst miał także swoją prywatną salę kinową...
...korty, fenomenalne baseny...


...i widok wart milionów dolarów!
Cały teren wokół jego posiadłości zamienił w coś na kształt prywatnego ogrodu zoologicznego. Miał tam nawet misie polarne, którym serwowano bryły lodu, by łatwiej mogły przetrwać kalifornijskie upały! I najważniejsze. Nie lubił filmu Citizen Kane. Za wszelką cenę nie chciał dopuścić do jego upublicznienia.

Jeśli zechcecie wybrać się do Hearst Castle, a ponoć jest to wielka atrakcja, lepiej zarezerwujcie wycieczkę z większym wyprzedzeniem. Nam udało się dostać na ostatnią turę zwiedzania, tzw rzutem na taśmę, bo akurat ktoś zrezygnował, inaczej odeszlibyśmy z kwitkiem. 
Piszę, że to "ponoć" wielka atrakcja, bo Europa bardzo nas rozpieściła, jeśli chodzi o różne dzieła sztuki, zabytki, zamki, pałace, więc taki Hearst Castle nie zrobił na nas wielkiego wrażenia. A jeśli już to raczej w kategoriach "dzieło życia" niż "dzieło sztuki"

No i jeszcze jeden mankament. Jeśli chcemy dobrze poznać posiadłość, powinniśmy wykupić wszystkie 4 wycieczki, każda w cenie 25$... Podczas naszej, tej najbardziej podstawowej, pokazano nam chyba 3 albo 4 komnaty i mieliśmy też kwadrans na krótki spacerek do obu basenów. I to tyle.

Najlepszym okresem na odwiedziny w Hearst Mansion jest grudzień, kiedy całość jest wspaniale przystrojona z okazji zbliżających się świąt.


2 komentarze:

  1. Dzięki za stronę, planuję wycieczkę po Kalifornii i takie opisy są bezcenne.
    Będziemy przejeżdżali blisko Hearst Castle. Mamy 2 dni na całą Hwy-1 i nocleg w San Simeon. Myślisz, że warto przeznaczyć jego część na ten "zamek", czy lepiej pooglądać pobliskie parki? Dodam, że niedawno oglądaliśmy Mont-St-Michel i Chambord, więc poprzeczkę "zamkową" mamy dość wysoko ustawioną...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym sobie odpuściła. Chyba że jako ciekawostka bo z punktu widzenia czysto historycznego to nie jest wart czasu ani ceny.

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com