15.09.2011

Las Vegas w czerni i bieli

Zgodnie z obietnicą dziś pierwszy wpis podsumowujący naszą dwutygodniową wyprawę, na którą wybraliśmy się wspólnie z moimi rodzicami.
Jak  zwykle na początku było trochę nerwów ze spakowaniem się. Autko nie za duże, 4 osoby, 2 namioty, materace, krzesełko, ciuchy, sprzęt campingowy, 4 śpiwory...uff! Rodzice bardzo dzielni i wyluzowani, ja zestresowana, że moim kochanym Staruszkom taką imprezę wcisnęłam. Wyruszyliśmy koło 11, po drodze do Vegas przytrafiła nam się potężna ulewa (pamiętajcie o sierpniowo- wrześniowych, popołudniowych monsunach w tym rejonie!). Cale szczęście bo samochód już ledwo dawał radę w tym upale. Było chyba ze 100 stopni, wznoszące się powietrze tworzyło miniaturowe trąby powietrzne, wiało jak z suszarki. Koło 16 byliśmy już w Vegas. Za dnia może nie robi wielkiego wrażenia, a i tak szczęki nam opadły na widok tak gigantycznego blichtru, kiczu i przerostu materii. Zarejestrowaliśmy się w naszym hotelu, czyli NY-NY. Pomyślałam, że skoro rodzice nie będą w Nowym Jorku, to chociaż tyle zobaczą: prawie jak Statua, prawie jak Empire State Building, brawie jak Brooklyn Bridge. Zaszaleliśmy i wzięliśmy bardzo dobre pokoje, Broadway de lux (ok 80$), chyba warto, różnice w cenie nie są duże, a dostaliśmy duży pokój na 21 piętrze z wieeelkim oknem. Jak szaleć, to szaleć, w końcu czekają nas 2 tygodnie spania pod namiotem. Następnie nadszedł czas na spacer po jednej z najsławniejszych ulic Ameryki: The Strip. Na każdym kroku wciskano nam ulotki do nocnych klubów  lub innych domów uciech. Pokaz fontann pod hotelem Bellagio, wybuch wulkanu pod Mirrage, przyciągający chłód bijący od kasyn, knajpy, super sklepy i lejący się z nieba żar. Nawet po zachodzie słońca ziemia promieniowała ciepłem, nic a nic się nie ochłodziło. Przehulaliśmy w kasynie kilkadziesiąt dolarów, doświadczenia i zabawa bezcenne:) Poszliśmy spać o 1 w nocy, oczy same mi się zamykały więc opowieści o wtłaczanych do kasyn dużych ilościach tlenu w celu utrzymania gości jak najdłużej na nogach są chyba fikcją. Materace, poduchy i w ogóle całe łóżka w NY-NY rewelacja, chociaż po hotelu  znać już upływ czasu. Jutro więcej zdjęć, tym razem z nocnego Vegas.

NY w LV

W Vegas zatrzymaliśmy się w hotelu New York New York wychodząc z założenia, że skoro Rodzice nie jadą do prawdziwego NY to chociaż taki musi wystarczyć:)

W Vegas każdy znajdzie dla siebie miejsce, nawet urocza, brzuchata, czarnoskóra drag queen ubrana w strusie pióra nie wzbudza tu większego zainteresowania.

Powietrze o temperaturze 45'C stało w miejscu nieporuszane nawet lekkim powiewem, nic dziwnego, że Rodzice upodobali sobie "cool zone"


A tak ideał kobiety sięga bruku... W LV nie da się przejść po The Strip 10 metrów, żeby ktoś nie podał Ci sex-ulotki lub sex-wizytówki

Paryż w Vegas


a także Wenecja

Nad ranem wciąż nie mogłam uwierzyć, że NIC nie wygrałam. Spróbowałam więc sił na największym jednorękim. G***o!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com