12.07.2011

Alaska- przystanek 13. Talkeetna czyli Cicely na Alasce!

Niestety rano jest jeszcze bardziej pochmurno niż wczoraj. Widoczność jest bardzo mała, żadnych szans, żeby zobaczyć najwyższy szczyt Ameryki, Mt. McKinley. Zaczyna kropić deszcz. Wstaliśmy o 5.30, żeby zdążyć na odjazd pierwszego campera. Zziębnięci, głodni i otoczeniu chmurą komarów pakujemy zrezygnowani nasz namiot i o 6.30 wsiadamy do autokaru. Wybraliśmy tak wczesną godzinę, bo podobno to najlepsza pora by zobaczyć dzikie zwierzęta, zanim ruch na parkowej drodze rozpocznie się na dobre. Widzimy wprawdzie kilka owiec daleko na skałach, trochę karibu i łosi, w tym jednego, który z gracją przepłynął na naszych oczach przez całe jezioro. Po wyjeździe z parku jedziemy na szybki lunch, frytki i burgery wegetariańskie w jednej z licznych knajpek położonych przy autostradzie. 

Powrót w deszczu był jeszcze bardziej emocjonujący, szczególnie podczas mijanek...

Pływający łoś
 I dalej w drogę do Talkeetny. Ceny benzyny na stacjach w pobliżu parku to istne szaleństwo. 5$ za galon! Udaje nam się na oparach dojechać do Talkeetny. To miłe, niewielkie miasteczko, pełne młodych ludzi. Baza wypadowa dla wspinaczy na Mt. McKinley. Odwiedzamy maleńki cmentarzyk z tablicą pamięci osób poległych w okolicznych górach, głównie podczas wspinaczki na Denali. Jest tam też jedno polskie nazwisko, z lat '80tych. na obiad idziemy do tutejszej pizzerii obwieszonej himalajskimi proporczykami. Bardzo dobra, duża, chrupiąca pizza za 18$. Gorzej sprawa wygląda z campingiem. W miasteczku są tylko 2 pola namiotowe w tym jedno z prysznicem. Właściwie nie jest to pole namiotowe tylko camp dla RV. Właściciel upycha nas między komórką na narzędzia, drogą i torami kolejowymi. Nie ma na czym usiąść ani jak rozpalić ogniska, a nie są to żadne luksusy tylko amerykański standard. Równie dobrze mogliśmy za darmo rozbić się po drugiej stronie drogi i przyjść tu tyko na prysznic, zresztą bardzo drogi, 3$ za 7min ciepłej wody, ale ponieważ nie myliśmy się od 3 dni cena nie ma znaczenia:). Późnym wieczorem jedziemy na punkt widokowy w Talkeetnie. A oto i on! Voila! Ponad piętrem chmur, oświetlany przez midnight sun wznosi się cudowny szczyt Mt. McKinley. Widok wart miliona dolarów. Coś niesamowitego. Jest przeogromny. Sprawdził się zasada, że jedzie się do Denali NP, by zobaczyć Górę, ale ona się ukrywa i potem ukazuje się w najmniej spodziewanym momencie.

Talkeetna

Mt. Denali

Niezapomniany widok!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com