22.06.2011

Alaska - przystanek 6. Droga do McCarthy

Rano zbieramy się z campingu i w drogę do Chitiny i do Parku Narodowego Wrangla i św. Eliasza. Za Chitiną kończy się asfalt, a zaczyna żwirówka (dobra rada - raczej nie wspominajcie o planach wycieczki do McCarthy w waszej wypożyczalni samochodów...) 


Droga wbrew naszym obawom nie jest taka zła, równa, bez dziur, ale straszliwie się kurzy i kamienie strzelają spod kół, trzeba więc wolno jechać, jeśli chcemy dowieźć do celu komplet szyb. Piękna pogoda, ciepło, słonecznie, a miało padać. (Kolejna dobra rada, nie wierzcie prognozom pogody na Alasce, wszędzie gdzie jechaliśmy miało padać, a przez większość podróży mieliśmy całkiem znośną pogodę). 

Droga do McCarthy - nie taki diabeł straszny
Dreszczyk emocji na trasie, wysoko zamieszony most nad kanionem rzeki Kuskulana

Dookoła taki tundrowy krajobraz, jeziorka, bagienka, stare mosty kolejowe. Tych 60 mil jedziemy jakieś 4h, średnio 20m/h, można by szybciej, ale nie chcemy narażać naszej pożyczonej, białej yariski. Droga urywa się przed mostem, przed wjazdem do McCarthy. Tu rozbijamy się nad brzegiem rzeki wypływającej spod lodowca. Dużo komarów, widok na góry, lodowce. 




Camping kosztuje 20$, bez żadnych wygód. Ale można rozbić się w dowolnym miejscu, więc ma się dużo prywatności. I bezcenny widok. I Właściciel campingu to przezabawny człowiek. Mieszka tu od 20 lat, mówi, że pasuje mu życie bez rachunków, podatków, za 500$ miesięcznie ma co dzień czystą whiskey i steki.  Kiedy mówimy mu, że jesteśmy z Polski, wspomina, że jego żona jest Polką, ale nie wytrzymała życia z nim w takiej głuszy i obecnie mieszka w Kanadzie. Opowiedział nam, że kiedy jeszcze mieszkał tu razem z żoną, pewnego dnia przyjechali podróżnicy z Polski, pierwsi rodacy jakich jego żona spotkała po wielu, wielu latach. Była tak szczęśliwa i wzruszona, że nakarmiła ich wszystkim co mieli w lodówce:) 

Campingowa recepcja :)


 Twardo, nie ma w co się wbić, pozostaje przywiązać linki do kamieni, bo od strony lodowca mocno wieje.

Pracuję do późna za biurkiem...:) Lucky me:)))

Czas spać. Słońce zachodzi tuż przed północą, wstaje po 4 nad ranem, właściwie nigdy nie jest zupełnie ciemno. Skończył nam się gaz w butli, kończy się drewno na ognisko, zbieramy więc drewno wyrzucone na brzeg przez rzekę i robimy jajecznicę nad ogniskiem. Smakuje jak milion dolarów:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com