15.06.2011

Alaska - przystanek 1: Anchorage. Gdzie spać, gdzie jeść, co zobaczyć

Zdjęć wciąż nie udało nam się odzyskać, ale patrząc na zainteresowanie postami dotyczącymi Alaski i mając na uwadze zbliżające się wakacje, postanowiłam nie zwlekać z publikowaniem notatek. Także startujemy. Dziś dzień 1.

Zgodnie z planem o północy lądujemy w Anchorage. O tej porze, pod koniec maja, nad miastem dopiero zachodzi słońce. Widok jest nieziemski! Zatoka i góry skąpane w promieniach gasnącego słonka. Bierzemy taxi i jedziemy do hostelu. Za przejazd do 26 street international hostel płacimy 15$ razem z napiwkiem. Hostel maleńki, kameralny, niepozorny. Gospodyni - Adora z Georgii, o pięknych, spokojnych oczach, prowadzi nas do raczej odpychającego pokoiku w suterenie. Jest wprawdzie bardzo czysto, ale standard określiłabym jako bliższy Azji niż Ameryce:) Wieszaki na ciuchy zawieszone na rurach biegnących pod sufitem, a żarówka nad łóżkiem działa na zasadzie ręcznego jej wkręcania i wykręcania:) 60$ za pokój z podwójnym łóżkiem ze wspólną łazienką, ale za to ze śniadaniem, to dobra cena, jak na Anchorage. Właściwie to pierwsze wrażenie było na tyle niekorzystne, że planowaliśmy zmyć się z samego rana, ale spało nam się tak wybornie, że postanawiamy zostać tu na jeszcze jedną noc. Rano wspomniane śniadanko. Coś jakby bardzo dziwna i skromna wersja szwedzkiego stołu, w tym wypadku szwedzkiego regału, na którym wystawiono michę z truskawkami, michę z jajkami na twardo, dżem, masło orzechowe, masełko i kilka rodzajów pieczywa tostowego. I cienką kawkę, typową dla Ameryki. Dla mnie bomba:) Jemy i zmykamy "do miasta".


26 Street International Hostel

Weekendowe Anchorage, największe miasto Alaski wygląda jak wymarłe (mieszka tu 280 tys osób, czyli prawie połowa całej populacji Alaski. wyobraźcie to sobie: na terytorium wielkości 5 razy takim jak Polska, rozproszono ludność miasta nieco mniejszego niż Łódź!!!). Zamknięta jest większość knajpek (koniec maja to sam początek sezonu), ale sklepiki z pamiątkami i wszelkiego rodzaju informacje turystyczne czekają już w gotowości. Tomi wychodzi obładowany naręczem mapek i ulotek, bo "może się przydadzą". Kierujemy się w stronę wybrzeża, na szlak Tony'ego Knowles'a, ponoć najbardziej widokowy w Anchorage. Planujemy dojść nim aż do Earthquake Park, gdzie podobno widać pozostałości po potężnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Alaskę w Wielki Piątek '64r. Otóż nic już nie widać, bo wszystko porósł las. A szlak faktycznie ładny, widoki na zatokę w obramowaniu gór piękne, ale uwaga, tylko przy dobrej pogodzie i w towarzystwie silnego środka przeciw komarom! Najlepiej byłoby wypożyczyć rower, bo szlak jest bardzo długi. 


Krajobraz rozciągający się ze wspomnianego szlaku Tony'ego Knowles'a.

Na obiad wybieramy Jackie's place blisko naszego hostelu. Halibut, frytki, przysmażone ziemniaczki, 2 sałatki coleslaw (czy tylko my nie wiedzieliśmy, że to się wymawia "kolsla"?) i dwie kawy (z nielimitowaną ilością dolewek) razem 23$. Zwykła cena jak za skromny obiad na Alasce, bardzo smacznie, tylko porcje jak na nasze apetyty maciupkie:( Wstyd przyznać ale dojadamy się w Macu (nie raz nas ocalił na tym wyjeździe...) lodami i frytkami... Miłą niespodzianką na Alasce jest brak podatku od sprzedaży, tzn generalnie go nie ma, ale część miejscowości ustanawia czasem swoje własne podatki... To jedyna dobra wiadomość, jeśli chodzi o ceny tutaj... Pieniądze na Alasce topnieją szybciej niż lodowce... W naszym ulubionym sklepie ze sprzętem turystycznym REI kupujemy małą butlę gazową za 5$. Wracamy na noc do hostelu, panuje tu prawdziwie rodzinna, a zarazem międzynarodowa atmosfera, troszkę nietypowe, że mało tu młodych ludzi, wszyscy od nas starsi. Jak się później okaże, Alaska to miejsce zdominowane przez siwowłosych turystów. Ehhh...kiedy nasi krajowi emeryci ruszą w świat?

Widok na Anchorage z Earthquake Park

3 komentarze:

  1. ale old school:) jak w naszych schroniskach:) Nie będę już komentować tych widoków, zazdrość mnie zżera!!! :)

    Całusy
    3M

    OdpowiedzUsuń
  2. Madzia, te to jeszcze nic, serio, tym w skali alaskańskiej dałabym 2/10:)

    OdpowiedzUsuń
  3. cos znajomo mi ten hostel wyglada ;)
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com