01.04.2011

Koszty życia w Kalifornii, w Stanach Zjednoczonych - jedzenie

[aktualizowane listopad 2015]
Generalnie zasada jest taka, to co w Pl było drogie, tu jest relatywnie tanie (sprzęt komputerowy, muzyczny, markowe ubrania), a to co było tanie (warzywa, owoce), jest stosunkowo drogie. Ponieważ jedzenie w Polsce jest tanie (porównując z cenami w UE), to uważam, że tutaj jest dość drogo. W każdym razie kupowanie produktów ekologicznych czy organicznych jest dla nas sporym wydatkiem. Pozwalamy sobie na zakup dobrego chleba w piekarni (5,5$ za 1 kg bochenek). Najgorszego sortu watowaty chleb tostowy w supermarkecie kosztuje 2$, zresztą w ogóle zakup dobrego pieczywa jest dużym wyzwaniem. Zakupy robimy w tej "gorszej" dzielnicy, jest dużo taniej. Co tydzień wydajemy na jedzonko i podstawową "chemię" jakieś 70-80$, czyli porównywalnie do tego co w Polsce. 

source: giphy.com
Kilka cen:
truskawki 1kg - 5$
2 kiwi - 1$
jabłka 1kg - 2$
paczka spaghetti - 1$
2l napój typu cola, fanta, sprite - 1$
proszki przeciwbólowe 50szt - 3$
12 jajek - 4$
pomarańcze 1kg - 1$
pół kilo sera żółtego, jednego z tańszych - 5$
słoik kiszonej kapusty - $3
turystyczny rarytas w postaci zupki chińskiej 5szt - 1$
4 watowate bułek - 2$
1 słodka bułeczka typu muffinka - 2$
2 litry mleka - $3
paczka masła - $4
banany - $1 za kilogram
24 małej wody mineralnej - $4

Truskawki zimą, nie jakieś szklarniowe, tylko takie "prawdziwe", większość terenów wokół Irvine to truskawkowe pola.

Amerykańską obsesją jest zbijanie kalorii we wszelkich produktach. Mój ulubiony chwyt marketingowy to substytut masła o nazwie "I can't believe it's not a butter" czy jakoś tak. Poza tym wszelkie kolorowe, gazowane napoje mają swoje odpowiedniki light, tutaj oznaczane jako diet. Mamy więc diet tonic, piwo light, i wiśniową colę 0 kcal.

Nieco dłużej zajęło mi wyszukanie w sklepach różnych kasz (gryczanej, pęczaku i jaglanej). Polecam sklepy Sprout i Wholesome choice. W powszechnym użyciu są ryż i fasola (rice & beans - podstawa kuchni meksykańskiej). Generalnie im mniej przetworzone jedzenie, tym ciężej je dostać. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że żyjemy w Ameryce i można tu kupić absolutnie wszystko, trzeba tylko lepiej poszukać i więcej zapłacić. Często więc kończy się u nas na tortilli z oliwkami, guacomole i żółtym serem (30szt. tortilli 3$, tyle samo duży słoik oliwek), co pewnie wkrótce znajdzie odbicie w lustrze;).

Kilka razy droższe niż w Pl są warzywa jak buraczki, kalafior, brokuły, por, fasolka, ale za to są świeże dostępne przez calutki rok.

Co do mięs to się nie wypowiadam, nie jem, nie wiem.

Tomi jako donut monster

Dużego wyboru herbaty nie znajdziemy w każdym sklepie, nie jest tu popularna, ale ceny za Liptona są takie jak w kraju. W latynoskich supermarketach, przy dźwiękach salsy, kupimy wprawdzie jakieś ziołowe rumianko-mięty, a w azjatyckim A-dongu (nasz faworyt, jeśli chodzi o tanie warzywa) mają duży wybór zielonych herbat, ale już po ulubioną przez Tomka Earl Grey'kę musimy się pofatygować do Targeta, Ralpha lub Albertsona. Paczka herbaty to wydatek ok $3, ale ceny potrafią dochodzić nawet do $8 za 20 torebeczek bardziej wyszukanych mieszanek.

Oczywiście im więcej kupimy, tym mniej płacimy. Ale raczej nie liczcie na ofertę "buy 1 get 1 free", raczej na jakąś obniżkę mniej przy zakupie 5 sztuk.

Mleko sojowe, migdałowe występuje we wszelkich odmianach. Jest też duży wybór produktów bezglutenowych. Brak mi natomiast naszych soków, tych wszelkich kaktusowych Tymbarków, soków z czarnej porzeczki, winogronowych... Tu króluje pomarańcza, za to można wybierać, jak dużo w środku ma być miąższu. Nie ma też tak rewelacyjnych wód mineralnych jak nasza Staropolanka czy Nałęczowianka. Najlepsza jaką piliśmy, była sprowadzona z Niemiec i kosztowała 2$ za litr, ale na co dzień kupujemy albo galon wody za $1, albo pijemy wode prosto z kranu.

Mają tu w sklepach całe alejki lodówek, a w niej masę gotowych dań, głównie mięsnych. Królują pizza, burrito, tortille, lasagne.

Tani jest też alkohol. Dobre różowe kalifornijskie winko 3-5$, wielkie butle rumu Bacardi, Smirnoffa, Ginu Bombay, Malibu kosztują mniej niż 20$ (to chyba jest pojemność 1,8 litra). Jeśli kupiliśmy alkohol, nawet jedno piwko, prawie na pewno  zapytają nas o dowód. Nie cieszmy się jednak, że młodo wyglądamy, to tutaj standardowa procedura.

Żyć, nie umierać;)

Cóż jeszcze... bardzo mnie dziwią tutejsze sposoby sprzedawania niektórych produktów, ułatwiania sobie życia, aż do przesady. Przykłady - sprzedawane kostki lodu do drinków, cząstki jabłek, każda zafoliowana oddzielnie, tak samo foliowane oddzielnie ziemniaki lub obrane jajka na twardo. Oczywiście nie wszędzie i nie zawsze, mieszka tu przecież mnóstwo napływowej ludności, która tak jak my lubi, żeby ziemniak był brudny od ziemi:) Na działach warzywnych, nad idealnie ułożonymi warzywkami, są zamontowane zraszacze, co jakiś czas zielenina jest lekko zraszana wodą, wygląda wówczas świeżo i atrakcyjnie, ale w domu szybciej gnije.

Kasjerzy skanują towary z prędkością światła, ale nie nerwowo, sami tego nie pakujemy, przy każdej kasie jest osoba, która pakuje dla nas zakupy.

Najfajniejsze w Stanach są jednak ciastka i słodycze. Niestety. Jeszcze nie jadłam takich, które by mi nie smakowały. Uzależniłam się od Reesesów, czekoladek nadziewanych masłem orzechowym. Lubię też ichniejszy odpowiednik pączków, czyli donut, z dziurką w środku zamiast nadzienia. I mieszanki orzechowe z dużą ilością macadamii i orzechów pecan. I lody. Bardzo dobre, tanie i wielkie. Moje ulubione wiaderko, z masłem orzechowym i kawałkami czekolady i ciasteczek kosztuje 5$.

Moje ulubione czekoladki.
   
Przyparta do muru, nauczyłam się zagniatać pierogi w hurtowych ilościach. Na balkonie posadziłam szczypiorek i pietruszkę, a także pomidory i paprykę - klimat sprzyja uprawie.

O kosztach mieszkania dostępna jest tu
A tu pisaliśmy o kosztach samochodów i ich utrzymania
O tym jak skalkulować koszty podróży po USA pisaliśmy natomiast tutaj. Ceny nieruchomości znajdziecie tutaj
A dokładne ceny produktów spożywczych tutaj.
Jak wynająć mieszkanie opisaliśmy tutaj.
Aktualizacja cen na rok 2014 jest tutaj.
Cały zestaw postów nie-turystycznych otrzymacie klikając na tag "porady praktyczne" (zestaw tagów znajduje się pod każdym postem).

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com