09.02.2011

Whale watching- oglądać nie znaczy zobaczyć

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się z Tomim na ryby, tfu, chciałam powiedzieć na wieloryby. Dwa razy do roku, wzdłuż wybrzeży Kalifornii, przepływają one sobie z północy na południe (zimą) i w drugą stronę (latem). I oczywiście zrobiono z tego atrakcję turystyczną. 

A my połknęliśmy haczyk grupowych zakupów (tak, tak, groupon też tu prężnie działa) i skorzystaliśmy ze specjalnej oferty w cenie 2,5godzinny rejs dla 2 osób za 30$. Normalnie kosztuje to dwa razy więcej. O umówionej porze przybyliśmy razem z setką Amerykanów do Long Beach. Wsiedliśmy na stateczek i rozsiedliśmy się na ławeczkach. 



ak tylko odbiliśmy od brzegu poszły w ruch kanapki, chipsy i donuty, bo wiadomo, morskie powietrze zaostrza apetyt. Cóż, my wzięliśmy tylko termosik z herbatką. Pływaliśmy i pływaliśmy i nic. Obsługa przynosiła nam różne ekscytujące rekwizyty: "ząb" wieloryba, czaszkę foki, miniaturkę wieloryba (żeby nie było, że nie widzieliśmy:). 

Wspomniane rekwizyty

Trochę bujało, więc Amerykanie zataczali się po pokładzie jak kuleczki. I nagle! uwaga na rufie, widzicie ten jaśniejszy obiekt pod wodą? No na pewno widzicie! Widzicie jak się marszczy tafla? No jasne, że widzicie! Wyłączono silnik, wszyscy jak jeden mąż staliśmy z aparatami przyklejonymi do twarzy wpatrując się w wodę. On tam jest, jestem tego pewien, zaraz się wynurzy-mówił gość z obsługi. I siup, pokazało się na sekundę coś, dmuchnęło wodą, i znów się schowało. Obsługa cała zadowolona. Noooo.... prooooszę Państwa! Widzieliśmy wieloryba! Teraz możemy się zrelaksować, zapraszamy do snack baru! 


Jaśniejszy KSZTAŁT, widzicie to, prawda?

A oto to, na co wszyscy czekali, WIELORYB!!!

Usiadłam sobie na ławeczce, bo trochę mnie mdliło od tego bujania, wystawiłam buzię do słońca, żeby jakoś jednak skorzystać z tego wypadu i hmmm... ponieważ miałam na sobie okulary słoneczne, a słonko na wodzie dobrze "bierze" to jak zauważył celnie i z nieskrywaną radością Tomi, wyglądam teraz jak negatyw pandy. Także trudno zaliczyć tę wyprawę do udanych, liczyliśmy, że i tym razem Stanowi staną na wysokości zadania i z braku prawdziwych wielorybów będą mieć w zapasie jakiegoś sztucznego, dajmy na to z jakieś dawnej wielkiej produkcji hollywoodzkiej, ale oni tylko na otarcie łez pokazali nam przeurocze i strasznie śmierdzące lwy morskie.

Śmierdząca boja, jak to ujął Pan z obsługi, jeśli chcecie pracować w Aquarium, musicie wiedzieć na co się decydujecie.

I tu jeszcze Jej Wysokość Queen Mary

4 komentarze:

  1. Powinni przynajmniej wieloryba z dykty zrobić, ale widziałam ten jaśniejszy ślad. Przynajmniej złapałaś trochę opalenizny,świeżego powietrza i trochę bryzy(dobra na cerę)
    Buziaki Kalina :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biorąc pod uwagę bliskość jednej z najbardziej zanieczyszczonych aglomeracji świata to ta bryza chyba wątpliwej jakości:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj nie marudź Dalenka! Za 30 lat i tak będziesz potomkom opowiadać, że widziałaś wieloryba :) A jaśniejszy kształt wygląda bardzo realistycznie. Naprawdę strasznie miła historia na dobranoc :*

    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z mojej podstawówki organizowane były wycieczki do Stolicy na specjalną, wielorybową akcję. A było to coś w rodzaju cyrku - wielki namiot, a nim..... wypchany wieloryb, pomalowany lakierem!!!
    Ty się ciesz, że prawdziwego widziałaś, i to żywego!

    Całusy,

    3M

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com