19.01.2011

Anaheim Ducks vs Edmonton Oilers czyli jak wygląda mecz hokeja w USA

    Tomi wygrał bilety na mecz hokeja. Dzięki temu moglismy zobaczyć na żywo spotkania Anaheim Ducks z Edmonton Oilers.

   Bardzo chcieliśmy zobaczyć taki meczyk, ale biorąc pod uwagę cenę biletów (94$ za sztukę) i to, że nie zaliczamy się do fanów tańca na lodzie, raczej byśmy się sami z siebie nie wybrali. 
   Korek do Honda Center był większy niż przed koncertem Rogera Watersa, co nas oczywiście strasznie zbulwersowało (a przecież to oczywista oczywistość).    Nawet nie wiedzieliśmy jakie są barwy klubowe, na wszelki wypadek Tomi ubrał się na czarno-biało, a ja na czerwono-niebiesko z nadzieją, że chociaż jedno z nas trafi kolor "naszych" czyli Kaczek. Tomi jako dziecko marzył o czapce Ducksów, więc coś mu się tam kojarzyło, że chyba biały i zielony to odpowiednie kolory... 

Przywilejem dobrych miejsc na meczu jest to, że może zjawić się Pan Kaczka. Tu właśnie Kaczka nadchodzi.
No i proszę. Złapała mnie, a nawet ucałowała mą dłoń

   Barwy lokalsów poznaliśmy już na parkingu, bo z każdego auta wysypywały się grupki kibiców i KAŻDY miał na sobie klubową koszulkę, a co drugi to nawet z autografem, jak nic nie praną od 5 sezonów i oczywiście czapeczkę. Poczuliśmy się lekko wyobcowani w tym tłumie:) 
   Okazało się, że te wygrane bilety są w całkiem niezłym miejscu. Widok był przedni, a co do meczu... Hmmm... Sam sport fajowy, taki ostry, nie jak nasi piłkarze, zwijający się w bólu, bo oberwali w piszczel. Tu się nawet krew polała i zęby poleciały na lód. Sęk w tym, że z 2,5 godzinnego show, była dokładnie godzina gry, tzn 3 "połowy";) 
   Wszystko odbyło się  jak jeden wielki teledysk. 
  Minuta gry, przerwa, lecą reklamy na telebimach, i znów gra, przerwa na skrót najlepszych momentów, przerwa, żeby zgrabniutkie cheerleaderki wygładziły lód, przerwa, wręczamy nagrodę komentatorowi, przerwa reklamujemy samochód Hondy, wypełniony dziewczynami robi rundę honorową po tafli, przerwa robimy quiz wśród publiczności, jeden i drugi i trzeci, przerwa na fakty z kariery zawodnika, który strzelił gola (pisałam już, że "nasi" wygrali 3:2?). 
   Plus dwie "prawdziwe" przerwy po 20min, żeby każdy zdążył kupić coś do jedzenia. A do tego każde, nawet 5 sekundowe przerwanie akcji to muzyka na cały regulator puszczona z głośników. Tak jakby się bali, że na chwilę zapadnie cisza i będzie słychać tylko mlaskanie, siorbanie i chrupanie publiczności zajadającej hamburgery i frytki i nachosy, spłukującej wszystko piwem i colą. 
  Doping też średni, letni, bardzo letni, Tomi nie mógł zrozumieć, czemu kiedy zawodnik spudłował, rozlegało się tylko delikatne "ooojjjj", bo co to za mecz bez dosadnego polskiego okrzyku dezaprobaty zaczynającego się na "K"? 
   Słuchajcie, może oglądacie mecze hokeja w TV, może to wszystko pokazują i Was to nie dziwi, że mecz jest tylko jednym ze składników tego do cna skomercjalizowanego show, my byliśmy bardzo zdezorientowani. Ale doświadczenie super, tym bardziej, że wpadłam w objęcia kaczych Wild Wings:) 


Publiczność aktywnie uczestniczy w widowisku, np osoby z trybun są zabierane na przejażdżkę maszyną do równania lodu, tu akurat fanka drużyny przeciwnej.


Chwila dla sponsora, czyli pokazujemy nową (fuj, brzydką) Hondę, a w niej dziewczyny:)


To, na co czekaliśmy, czyli bitka. Doszło nawet do rozlewu krwi


Dalsze gry i zabawy dla publiczności, w tym wypadku wyścigi żywych krążków hokejowych...





1 komentarz:

  1. hahaha wyścigi żywych krążków hokejowych prze-pomysłowe!!

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com