27.12.2010

Salton Sea - niezwykłe jezioro

W drugi dzień Świąt wybraliśmy się w podróż dookoła Salton Sea. Zainspirował nas artykuł, który 5 lat temu ukazał się w National Geographic i który pokazywał dość sugestywny obraz tego największego kalifornijskiego jeziora. 


  No ale przecież nie dlatego o nim napisano, że takie duże. Otóż Salton Sea powstało na początku ubiegłego wieku, kiedy to rzeka Kolorado przelała się przez swoje koryto i wypełniła obniżenie terenu- jedną z największych amerykańskich depresji. 

 Salton Sea szybko stało się ulubionym miejscem weekendowych wypadów mieszkańców San Diego i Los Angeles, ceny ziemi poszybowały w górę, działki wyprzedawano na pniu. 

   Niestety brak słodkowodnego dopływu (rzekę Kolorado zawrócono do jej koryta po dwóch latach), rozwijające się w okolicy rolnictwo pobierające wodę, a oddające wraz z wodami powierzchniowymi masy nawozów i innego chemicznego syfu, a także wysokie parowanie (akcja dzieje się na pustyni) spowodowały, że jezioro przekształciło się w miejsce katastrofy ekologicznej... Zasolenie wody jest obecnie wyższe niż w oceanie, pojawiający się latem kożuch glonów zabiera rybom tlen (co roku brzeg pokrywa się milionami zdechłych tilapii), a bez ryb ptaki nie mają co jeść. I jak powiedział nam strażnik, nie zapowiada się, żeby sytuacja uległa poprawie (money, money, money). Myślano nawet o tym, aby całkowicie odciąć dopływ wód do jeziora i je osuszyć, spowodowałoby to jednak powstanie niesamowitych chmur pyłu z dna jeziora, złożonych głównie z metali ciężkich, soli i mułu. 

 Miasteczka turystyczne wymarły, pozostała niesamowita sceneria całych wyludnionych osiedli camperów, zamieszkanych obecnie przez garstki freaków. 

   Zapraszamy, oto Salton Sea:

Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Bezmiar wody zasnutej mgiełką, na horyzoncie ośnieżone górskie szczyty, plaża, bielusieńki żwirek, czysto, mnóstwo ptaków. Pusto, bezmiar przestrzeni. Tylko skąd ten smród?
Wchodzimy na plażę, patrzymy pod nogi, coś tu nie gra... Wszędzie zdechłe ryby, a żwirek po którym idziemy okazuje się być kośćmi, łuskami, muszlami, wszystkim tylko nie czymś na czym ma się chęć rozłożyć kocyk i poopalać...:(






Pozostałe wpisy o ciekawych miejscach wokół Salton Sea znajdziecie tutaj (Bombay Beach), tutaj Slab City, a tutaj Salvation Mountain.


6 komentarzy:

  1. no tak... Jak zwykle wszystko rozbija się o kasę. Masakra.

    M.

    PS: ach, te trampki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadaję szyku ubierając się w kolory amerykańskiej flagi:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Przecież jako rezydenci jesteście w "domu" :O)
    Trampki jednak biją wszystkie buty na głowę.

    PS. A jak Stella MC?

    3M.

    OdpowiedzUsuń
  4. PS. Maciek "ma przeczucie, że ta ryba to pirania" :) Zawsze razem tu do Was zaglądamy!

    3M

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla piranii chyba trochę tu za słono... Jeszcze wzbraniam się przed zaglądaniem do tych "lepszych" sklepów, bo obawiam się, że pokusa byłaby zbyt wielka i potem nie byłoby za co podróżować, ale odkryliśmy ostatnio outlet Conversa więc kolekcja trampek wkrótce urośnie:) Waham się między długimi, różowymi, a takimi klasycznymi w czaszki;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Różowymi?!?! Nie wierzę...! w czachy bierz!


    3M

    OdpowiedzUsuń

Masz coś do dodania? Chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcesz skomentować nasz wpis:)

Prawa autorskie

Fotografie i teksty zamieszczone na tym blogu są naszą własnością. Wszelkie kopiowanie, powielanie i publikowanie może odbyć się wyłącznie za naszą zgodą. Chcesz wykorzystać naszą pracę- skontaktuj się z nami: zawszewdrodze@gmail.com